Wczoraj niemożliwe w słowach, dziś realne w czynach
piątek, 26 grudnia 2014
pięć.
Podjechałam pod blok Tomka, zaparkowałam i wyciągnęłam dwie wielkie walizki. Ciągnęłam je za sobą, klatka była otwarta, więc weszłam bez wahania. Męczyłam się z nimi, zostawiłam jedną na dole i próbowałam wnieś drugą, byłam dopiero na pierwszym piętrze kiedy w drzwiach zobaczyłam Jasmina. Zaskoczony, przywitał się ze mną, jedną ręką wziął moją walizkę z dołu, mijając mnie wziął ode mnie drugą i powędrował na górę.
-Jesteś zły?-zapytałam nie pewnie, był jakiś inny, jakby obrażony.
-Nie, ale jeśli masz problem, to mogłaś zadzwonić do mnie. Pomógłbym ci.-odpowiedział patrząc mi w oczy.- Wiem jak Tomek cię potraktował. Wiem jak się czułaś. Pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć. Okej?- mówił, pokonując kolejne schody. W końcu byliśmy już pod drzwiami Tomka, zapukaliśmy i po chwili otworzył nam uśmiechnięty od ucha do ucha Tomek. Przywitał się z nami, gdy zobaczył moje dwie walizki wcale nie krył swojego zaskoczenia. Usiadłam na kanapie i odetchnęłam z ulgą. Kędzi i Jasiek usiedli przede mną i patrzyli na mnie intensywnie, pewnie oczekiwali wyjaśnień. Co mnie sprowadza w środku sezonu z dwoma wielkimi walizkami do Poznania.
- Łukasz wrócił.-powiedziałam po chwili, spojrzeli na siebie i znowu na mnie, dalej nie wiedzieli o co chodzi.- Mój brat wrócił. On nigdy nie umarł, pomagał policji złapać jakiś dwóch dilerów, udawał śmierć, bo mu niby grozili..-przestałam mówić na chwilę, spojrzałam na ich twarze. Jasiek, wydawał się być szczęśliwy, po Tomku można się było spodziewać zaraz jakiegoś wybuchu, na pewno, złości. Czuł się oszukany, tak jak ja.
-To przecież dobra wiadomość.-wypalił Jasmin, ale zaraz tego pożałował. Tomek wstał i kazał mu wyjść, zaskoczony bramkarz spełnił żądanie kolegi.-Zadzwonię.-rzucił jeszcze do mnie, zanim drzwi się zamknęły. Spojrzała na Tomka, był wściekły, chodził po całym mieszkaniu, pod nosem przeklinał do siebie.
-Dlatego przyjechałaś... -odezwał się po dłuższej chwili milczenia.- Czujesz się oszukana?
-A ty nie?-lekko podniosłam głos i wstałam z miejsca.-Tomek, sam dobrze wiesz jak ze mną było kiedy dowiedziałam się o jego śmierci, nie mogłam w żaden sposób funkcjonować. Gdyby mi powiedział, pewnie nie byłabym zadowolona, ale zgodziłabym się na tą udawaną śmierć. Nie płakałabym tak.. Nie wpadałabym w jakąś chorą depresje.-wyrzuciłam z siebie, opadłam na kanapę i poczułam na moich policzkach ciecz. Kędzi podszedł do mnie i przytulił, znów czułam się jak dawniej. Było tak wspaniale, potem wszystko się rozwaliło. Szeptał mi do ucha, że będzie dobrze ale ja nienawidziłam takich pocieszeń. -Paweł..-wydusiłam z siebie i poczułam jak mięśnie chłopaka na te imię reagują.-...on o tym wszystkim wiedział. Dlatego ja tylko na chwilę do ciebie przyjechałam, muszę być jak najdalej od niego, od Łukasza...-przytuliłam się do niego.
- I ode mnie..- odezwał się w końcu, a ja dopiero teraz zrozumiałam, że przecież Tomek coś do mnie czuje. On nieświadomie zrobił mi krzywdę, nie chciał tego... gdyby nie ta sytuacja, to..kto wie, może teraz bylibyśmy razem. Teraz, uświadomiłam sobie, że ja go wykorzystuje!
-To nie tak..-zaczęłam sie tłumaczyć.- Wyjeżdżam, mam już obgadane z Artjomem Rudnievem co i jak, on znajdzie mi jakąś pracę u siebie w klubie. I będzie ok. Wszyscy zapomną o mnie, ja zapomnę o wszystkich.
-Ja nigdy o tobie nie zapomnę.-spojrzał mi w oczy i wstał, tak po prostu, powędrował do swojego pokoju i nie wyszedł z niego tego wieczoru.
Wstałam rano, na krześle leżały już przygotowane wczoraj przeze mnie, rzeczy. Podniosłam się z łóżka a do moje nozdrza wyczuły zapach świeżej kawy. Powędrowałam do łazienki, po ok 20 minutach wyszłam odświeżona z uśmiechem na ustach. Weszłam do salonu, Tomek siedział z niezadowoloną miną gdy tylko mnie zobaczył wstał, a wtedy moim oczom ukazał się Łukasz.Uśmiech zszedł mi z twarzy.
- Lena..- zaczął Tomek i momentalnie się pojawił obok mnie-Nie chciałem żeby wchodził, ale upierał się, że musi z tobą porozmawiać.-kiwnęłam głową na znak, że rozumiem.-Pogadajcie sobie, o ile to będzie możliwe. Ja spadam na trening.- wyszedł.
******************************************************************************
Szłam ulicami Hamburga, za sobą ciągnęłam jedną walizkę. Drugą zostawiłam w Poznaniu, to ma być powód dla którego kiedyś odwiedzę Tomka. Spojrzałam na kartkę, na której miałam zapisane jakieś litery, następnie spojrzałam na tabliczkę przykręconą do jednego z domów i stwierdziłam, że to ta ulica której szukałam. Zerknęłam jeszcze na zegarek i właśnie wybiła 15:00, oznaczało to, że właśnie powinnam się spotkać z Artjomem.
-Dzień dobry.
sobota, 15 listopada 2014
cztery.
Stałam właśnie przy wejściu do budynku klubowego Śląska Wrocław, czekałam na piłkarzy Lecha chciałam im zrobić niespodziankę bo dawno się nie widzieliśmy. Obok mnie, stał kontuzjowany Marco cały czas o czymś mówił, a ja nie miałam dziś głowy do tego, by rozszyfrowywać jego polski. Mieliśmy umowę, że gdy któryś z tych dwóch wesołych barci będzie ze mną rozmawiać to tylko po polsku. Tak też było i tym razem. Tyle, że ja nie za bardzo słuchałam tego co Portugalczyk do mnie mówi, byłam zbyt zdenerwowana przyjazdem piłkarzy z Poznania. Nagle, jakby z pod ziemia przed nami wyrósł Flavio, zaczął mówić coś do Marco, po portugalsku chłopcy od razu wpadli w niepochamowany śmiech a ja im zawtórowałam, nie wiedziałam co do siebie mówili ale ich śmiech był zaraźliwy. W ten Flavio poczochrał idealnie ułożone, za pomocą żelu, grzywkę Marco i chłopcy zaczęli się 'bić'. Wyglądało to komicznie, więc śmiałam się głośno, nie zauważając nawet podjeżdżających właśnie piłkarzy Lecha. Gdy lechici wchodzlili pojedynczo lub grupkami do budynku, uspokoiłam się i od razu wlepiłam w nich wzrok. Pierwszy wchodził Jasmin, gdy tylko mnie zobaczył, od razu podszedł i przytulił mnie mocno bez żadnego słowa, bo one nie były teraz najważniejsze. Najważniejsze było to, że był. Jasiu i ja zawsze się lubiliśmy, mieliśmy dobry kontakt ale nie można było chyba tego nazwać przyjaźnią, przynajmniej ja tak uważałam. W końcu oderwaliśmy się od siebie i zaczęliśmy rozmowę. Jasiek z czułością i troską pytał czy wszystko w porządku, czy czegoś nie potrzebuje i oczywiście, musiało paść standardowe pytanie "Jak się czujesz?". Wiadomo, że dotyczyło jak się trzymam po śmierci Łukasza, a nie mojego obecnego samopoczucia. Odpowiedziałam oczywiście, że dobrze. Co chwila spoglądałam na wejście i widziałam co raz to nowych piłkarzy, nie widziałam jednak Tomka.
-Tomek przyjechał?- zapytałam, Jasiek zrobił zaskoczoną minę, dopiero teraz zauważyłam że przerwałam mu. -Przepraszam. -powiedziałam cicho, ponieważ zrobiło mi się głupio.
-Lenka..-zaczął-..Tomek jest chory, ma gorączkę i został w Poznaniu. Nie musisz się martwić.- oznajmił, przy czym głaskał mnie po ramieniu. Jeszcze raz mocno mnie wyściskał i zostawił samą. No, nie do końca samą, bo zaraz do mnie zaczęli podchodzić kolejni piłkarze, poznałam nawet paru nowych lechitów. Chłopcy musieli już iść do szatni, potem wejść na murawę i przywitać się z boiskiem. Udałam się na trybuny. Usiadłam na moim miejscu i zauważyłam znajomą sylwetke podążającą w moją stronę.
-Silvio! - wystrzeliłam jak z procy, gdy zorientowałam się, że to mój brat. Przywitałam się z nim czule i razem usiedliśmy na miejscach.
-Paweł powiedział mi, że będziesz na meczu więc załatwił mi bilet obok ciebie. Wie, że dawno się nie widzieliśmy.- wytłumaczył. Cały czas nie schodził mi szeroki uśmiech z twarzy, dopiero teraz zauważyłam jak bardzo mi go brakowało.- Lenka, wiem że pewnie wszyscy milion razy zadawali ci to pytanie i zdaje sobie z tego sprawę, że pewnie go nie lubisz, ale muszę.- chyba wiedziałam jakie pytanie chce mi zadać, ale miałam na dzieje, że nie to.- Jak się czujesz? - zaczął, a mi tylko opadły ręce, widząc moje zażenowanie Silvio uśmiechnął się blado.
-Czuję się.. dobrze. Dzięki Pawłowi, chyba jestem weselsza niż ostatnio kiedy się widzieliśmy. Paweł mnie zmienił. - oznajmiłam, a na twarz Rodicia wkradł się uśmiech.
-To bardzo dobrze, ale słyszałem że Tomek sprawił ci przykrość.- powiedział, a ja zaczęłam mu opowiadać wszystko od początku, tak zaczęła się nasza bardzo długa rozmowa. Nawet nie zauważyliśmy a sędzia już rozpoczął mecz.
Mecz zakończył się wynikiem 3:3, mnie bardzo ucieszył. Moja drużyna nie przegrała, a i w domu Paweł nie będzie zawiedziony. Wszołek strzelił dwie bramki, więc pewnie będzie zadowolony. Po meczu zeszłam do holu , kiedy piłkarze wychodzili już z szatni i kierowali się w stronę autobusu, zaczepił mnie trener Skorża.
-Mam nadzieje że się jakoś trzymasz.-wypalił nagle. Uśmiechnął się tylko.-Przykro mi, twój bart był dobrym piłkarzem.-Uścisnął mnie i się pożegnał.
Zobaczyłam jak Jasiu wychodzi z szatni, z resztą nie tylko on, razem z nim Linetty, Wołąkiewicz, Jevtić, Sadajew i Trałka. Zatrzymali się przy mnie i każdy po kolei uściskał mnie na pożegnanie, na koniec jeszcze zdążyłam do ucha szepnąć Jasminowi:
-Pozdrów Tomka i powiedz mu, że życzę szybkiego powrotu do zdrowia.- spojrzał na mnie wyraźnie zaskoczony, ale przytaknął głową, ze przekaże.
Na koniec wróciłam do domu razem z Pawłem, był szczęśliwy. Szliśmy przez rynek do naszego mieszkania, trzymaliśmy się za ręce a co jakiś czas Pawcio całował mnie, jak to już miał w zwyczaju, w skroń.
-Chyba musimy porozmawiać.-oznajmił, gdy wchodziliśmy do mieszkania.
-Mam się bać? Zabrzmiało groźnie.
-To wszystko zależy od ciebie.-uśmiechnął się ciepło.
25 listopad
Kolejny trening, kolejne odbicie, kolejna odebrana piłka, rutyna zżerała mnie od jakiegoś czasu. Dom, hala, mecz na wyjeździe. Wszystko było takie zwyczajne. No, może w domu bywało różnie. Bywałam szczęśliwa, ja i Paweł byliśmy parą, kochałam go. Naprawdę go kochałam.
Odebrałam piłkę po raz kolejny i nagle po poprzedniej stronie siatki wszyscy stanęli w bez ruchu. Majce i Ignaczakowi aż opadły szczęki na dół z wrażenia. Obróciłam się za siebie i sama stanęłam w bez ruchu. Kompletnie nie wiedziałam co to ma znaczyć.
-Czy tylko ja go widze?- powiedziałam nie pewnie i po tym zdałam sobie sprawę jak głupie to było pytanie. Spojrzałam po kolegach z drużyny i każdy z zaskoczoną miną wpatrywał się w niego. Tylko Krzysiek kiwnął głową.
Chłopak zaczął iść w moją stronę, odsunęłam się od niego gdy był już blisko.
-Lena przestań.- odezwał się, usłyszałam ten głos, jego głos.
-Przestań? Co przestań!? Co to ma znaczyć! Ktoś sobie ze mnie jaja robi!? -krzyknęłam mu prosto w twarz. Był wyraźnie zmieszany. Nie wiedział co ma powiedzieć. Złapał mnie za dłoń, którą od razu nerwowo cofnęłam.
-Nie, proszę. Daj mi wytłumaczyć.-wtedy wybuchłam. Zaczęłam płakać. Nie mogłam w to uwierzyć, chłopak chciał mi pomóc. Chciał mnie przytulić, nie pozwoliłam na to. Nawet nie wiedziałam kto to jest! Mój bart Łukasz przecież nie żyje, ten facet to nie mógł być on!-Lena...
Krzysiu widząc co się dzieje objął mnie ramieniem i po prowadził parę kroków dalej od niego. Razem poszliśmy do szatni.
-Kto to jest?-powiedziałam cicho.
- Powinnaś go wysłuchać.- stwierdził przy tym kucając obok mnie.- To jest Łukasz, nie wiem skąd się tu wziął, ale to jest on.-mówił dalej-Nie wiem co o tym myśleć. Przyprowadzę go. - nie czekając na mój sprzeciw wyszedł. Dosłownie sekundę po tym przed moimi oczami pojawił się Łukasz.
-Nie mów nic, proszę. Po prostu mnie wysłuchaj.-poprosił błagalnym głosem. Kiwnęłam głową, ze się zgadzam, chociaż chyba sama w to nie wierzyłam. - Ja żyję i cały czas żyłem. - oznajmił, a ja poczułam jak do moim oczu napływają łzy.- Ta cała śmierć, była tylko w pewnym rodzaju prowokacją, miałem pomóc policji odnaleźć dwóch najgroźniejszych dilerów narkotyków w Polsce. Oni byli kibicami Legi, nienawidzili mnie, miałem udawać że nie żyję, oni mnie szantażowali. Zdecydowałem się im pomóc, zdecydowałem się na tą udawaną śmierć by was chronić. Mogłem się ujawnić dopiero wtedy kiedy ich złapią, jak widać-złapali. Przepraszam, że mnie nie było. Już jestem.-oznajmił, a ja nie czułam radości, bo mój najukochańszy brat żyje, czułam nienawiść, wstręt i obrzydzenie do jego osoby, nie mogłam na niego patrzeć.
-To nie mogłeś powiedzieć!?-krzyknęłam- Nie płakałabym wtedy jak głupia! Cały świat by mi się wtedy nie zawalił! Jesteś pojebany!- krzyczałam na niego a ona z miną smutnego psiaka patrzył na mnie.- Zostawiłeś mnie samą z tym wszystkim! Jesteś okropny! To kogo ja opłakiwałam na pogrzebie! - nie mogłam się z tym pogodzić.
-Nie samą, zostawiłem cię pod opieką Pawła. - był zdenerwowany.- Jeśli tak ci, mnie brakowało to dlaczego teraz się nie cieszysz!?
-Co!?-tego było już za wiele-Paweł o tym wiedział!? Nie..-załamałam się. Ubrałam się szybko. I wyszłam z szatni. Powędrowałam szybkim krokiem do mieszania, weszłam nie mówiąc nic, tylko trzaskając drzwiami. Od razu kierowałam się do pokoju z szafą i wszystko rzucałam do walizek. Niemal natychmiast zobaczyłam Pawła w drzwiach.
- Co się stało?- zapytał, ja milczałam, nie miałam ochoty rozmawiać oszustem.- Powiesz mi! - podniósł głos, a widząc jak wszystkie rzeczy pakuje do dwóch wielkich walizek zdenerwował się bardziej. - Co ty do cholery robisz! Dlaczego się pakujesz.- wybuchł.
-Nie będę mieszkać z oszustem!-krzyknęłam i zamknęłam walizki, wyszłam, nawet nie stawiał oporów. Wydawał się być ideałem, a okazał się być zwykłym oszustem. Szłam przez park, po drodze zastanawiałam się co teraz zrobić. Nie chciałam mieć nic wspólnego z tym życiem, kończe z siatkówką, kończę z Pawłem, z tym życiem. Chwile potem znalazłam się już pod halą, włożyłam walizki do mojego samochodu i poszłam do pokoju prezesa. Powiedziałam tylko, że zrywam umowę i wyszłam.
Usiadłam w samochodzie, gdzie teraz pojadę? Co teraz zrobię? Zadzwoniłam do Tomka.
-Lena?-odebrał, wyraźnie zaskoczony.
-Tak, Tomek, czy jesteś na mnie zły?-zapytałam cicho.
-Nie.-uciął krótko.- To ty powinnaś być zła na mnie. Dlaczego dzwonisz?
-Czy mogę do ciebie przyjechać?- zapytałam od razu.
-Dawaj do Poznania. - powiedział po chwili ciszy.
Więc ruszyłam, po nowe życie.
wtorek, 4 listopada 2014
trzy.
Pojechaliśmy z Pawłem do mnie, po drodze opowiedziałam mu wszystko. Lekko się uśmiechał, próbował mnie pocieszać, ale nie wychodziło mu to. Wystarczyło, że był. Poznaliśmy się jak Paweł grał z Łukaszem w Polonii. Tomek próbował się do mnie dodzwonić, nie odbierałam, nie chciałam z nim teraz rozmawiać. Nie byłam już sobą, nie byłam tą samą Leną co kiedyś. Nigdy się nie poddającą, nie płaczącą, dążącą do celu. Teraz. Płaczącą na okrągło, smutną, przybitą..
Widzieli to wszyscy, chcieli pomagać ale nie za bardzo wychodziło. Nie potrzebowałam litości, przynajmniej tak mi się zdawało. Chciałam mieć kogoś przy sobie, kto będzie ze mną zawsze. Potrzebowałam bliskości. Zawsze dawał mi ją Łukasz, teraz.. Miałam cichą nadzieję, że tą osobą będzie Tomek, ale myliłam się co do niego, bardzo się zawiodłam.
-Potrzebujesz czegoś? - Paweł spytał, gdy był już w drzwiach, miał iść do sklepu bo moja lodówka od paru dni świeciła pustkami. Podeszłam do niego i przytuliłam go bez słowa, chłopak odwzajemnił uścisk i uśmiechnął się ciepło.
-Właśnie tego.- odezwałam się cicho, a Paweł rozluźnił uścisk i złapał mnie za podbródek. W jego objęciach czułam się cudownie.
-Chciałbym żeby ta chwila trwała wiecznie, ale musisz coś zjeść. Zaraz wracam!- pocałował mnie w skroń, a ostatnie słowa rzucił już wybiegając z mieszkania. Tak naprawdę to wszystko tu mi przypominało Łukasza, w końcu to było jego mieszkanie. Jutro rano miałam wracać do Wrocławia. Sezon reprezentacyjny i tak już straciłam, przynajmniej jego znaczną część, ale chciałam być z tą drużyną. Usłyszałam dźwięk mojego dzwonka. Szybkim wzrokiem wyszukałam telefon i złapałam za niego. Kędzi. Nie wiedziałam co robić, odebrać? Chciałam z nim porozmawiać, ale jeszcze nie teraz, było zdecydowanie za wcześnie. Jeszcze byłam zła, wstrząśnięta, że za całe zło tego świata Tomek obwiniał mnie, no może nie za całe zło, ale za to, że on musiał się wszystkim zajmować, bo byłam zbyt wstrząśnięta śmiercią brata. Postanowiłam wysłać sms'a.
Tomek, nie chce teraz z Tobą rozmawiać. Gdy będę gotowa-zadzwonię.
Po minucie odpisał.
Chciałem powiedzieć tylko-przepraszam.
-Jestem!- usłyszałam krzyk Pawła i trzask drzwi. Pośpiesznie wszedł do kuchni i zaczął wyciągać zakupy z toreb.
1 wrzesień 2014 rok
- Więc.. wracasz? Jesteś gotowa? Nie będę na ciebie naciskał, jeśli potrzebujesz jeszcze czasu, dam ci go.- Prezes Kucowski, mówił bardzo poważnie. Chciałam już wrócić, znów grać, cieszyć się życiem.
-Tak, chcę znów zacząć trenować. - opdowiedziałam od razu, bez żadnego wacahania.
- W taikim raze.. Witaj znów Lena! - zaśmiał się i przytulił mnnie. - Od 4-tego zaczynamy trenować, wpadnij, drużyna się nie wiele zmnieniła. Zresztą wiesz, założe się, że śliedzisz naszą stronę.
Do domu weszłam pewnym krokiem z uśmiechenm na ustach. Paweł gotował już obiad. Niby dla mnie, przeprowadził się do Polski, zaczął grać w Śląsku. Nie byłam z nim, przynajmniej tak mi się zdawało. Czasem go przytulałam, ale traktowałam go TYLKO jak przyjaciela. Po całym mieszkaniu unosił się zapach.
-Co tak pachnie?- powiedziałam podchodząc do niego. Przytulił mnie i ucałował w skroń, jak to miał w zwyczaju.
-Coś na szybko chciałem ci zrobić, spaghetti. - uśmiechnął się do mnie szeroko. Przy nim czułam się szczęśliwie. Przytuliłam się do niego mocniej. - Jak tam? Po powiedział Kucowski? - odezwał się po chwili milczenia.
- Powiedział, że może dać mi tyle czasu, ile mi potrzeba. Powiedziałam tylko, że chce już wrócić. On mi oznajmił tylko, że 4-tego zaczynamy treningi.
- No to fajnie. - odparł, kiedy nakładał makaron na talerz. Podał mi danie i razem usiedliśmy przy stole. - Może, wpadniesz do nas na mecz? Jutro gramy.. z Lechem.- ostatnie słowa powiedział nie pewnie. Lech dalej był ważną drużyną dla mnie, bo dobrze wiedziałam ile ona znaczyła dla Łukasza. Lecz gdy widziałam Tomka na meczu, czułam nie chęć do tej drużyny. Zwłaszcza po tym, gdy do niego zadzwoniłam, a on zaczął krzyczeć na mnie bardziej, że mnie nienawidzi. To było straszne, podejrzewam, że w tamtej chwili był pijany. Po tym próbował się ze mną skontaktować, nie udało mu się to. - Przepraszam.. przyjdziesz na jakiś innym mecz.-powiedział z zrezygnowany.
- Nie..-odpowiedziałam cicho. Chłopak spojrzał na mnie z nadzieją. - nie mogę całe życie uciekać, powiedział to w przypływie impulsu.. chyba. Mam taką nadzieję. Kocham Lecha. Pójdę na ten mecz. Dla Ciebie, no i żeby spotkać innych chłopaków o dawno ich nie widziałam, a to że on tam będzie.. no cóż. - powiedziałam i od razu wstałam z miejsca.
-Potrzebujesz czegoś? - Paweł spytał, gdy był już w drzwiach, miał iść do sklepu bo moja lodówka od paru dni świeciła pustkami. Podeszłam do niego i przytuliłam go bez słowa, chłopak odwzajemnił uścisk i uśmiechnął się ciepło.
-Właśnie tego.- odezwałam się cicho, a Paweł rozluźnił uścisk i złapał mnie za podbródek. W jego objęciach czułam się cudownie.
-Chciałbym żeby ta chwila trwała wiecznie, ale musisz coś zjeść. Zaraz wracam!- pocałował mnie w skroń, a ostatnie słowa rzucił już wybiegając z mieszkania. Tak naprawdę to wszystko tu mi przypominało Łukasza, w końcu to było jego mieszkanie. Jutro rano miałam wracać do Wrocławia. Sezon reprezentacyjny i tak już straciłam, przynajmniej jego znaczną część, ale chciałam być z tą drużyną. Usłyszałam dźwięk mojego dzwonka. Szybkim wzrokiem wyszukałam telefon i złapałam za niego. Kędzi. Nie wiedziałam co robić, odebrać? Chciałam z nim porozmawiać, ale jeszcze nie teraz, było zdecydowanie za wcześnie. Jeszcze byłam zła, wstrząśnięta, że za całe zło tego świata Tomek obwiniał mnie, no może nie za całe zło, ale za to, że on musiał się wszystkim zajmować, bo byłam zbyt wstrząśnięta śmiercią brata. Postanowiłam wysłać sms'a.
Tomek, nie chce teraz z Tobą rozmawiać. Gdy będę gotowa-zadzwonię.
Po minucie odpisał.
Chciałem powiedzieć tylko-przepraszam.
-Jestem!- usłyszałam krzyk Pawła i trzask drzwi. Pośpiesznie wszedł do kuchni i zaczął wyciągać zakupy z toreb.
1 wrzesień 2014 rok
- Więc.. wracasz? Jesteś gotowa? Nie będę na ciebie naciskał, jeśli potrzebujesz jeszcze czasu, dam ci go.- Prezes Kucowski, mówił bardzo poważnie. Chciałam już wrócić, znów grać, cieszyć się życiem.
-Tak, chcę znów zacząć trenować. - opdowiedziałam od razu, bez żadnego wacahania.
- W taikim raze.. Witaj znów Lena! - zaśmiał się i przytulił mnnie. - Od 4-tego zaczynamy trenować, wpadnij, drużyna się nie wiele zmnieniła. Zresztą wiesz, założe się, że śliedzisz naszą stronę.
Do domu weszłam pewnym krokiem z uśmiechenm na ustach. Paweł gotował już obiad. Niby dla mnie, przeprowadził się do Polski, zaczął grać w Śląsku. Nie byłam z nim, przynajmniej tak mi się zdawało. Czasem go przytulałam, ale traktowałam go TYLKO jak przyjaciela. Po całym mieszkaniu unosił się zapach.
-Co tak pachnie?- powiedziałam podchodząc do niego. Przytulił mnie i ucałował w skroń, jak to miał w zwyczaju.
-Coś na szybko chciałem ci zrobić, spaghetti. - uśmiechnął się do mnie szeroko. Przy nim czułam się szczęśliwie. Przytuliłam się do niego mocniej. - Jak tam? Po powiedział Kucowski? - odezwał się po chwili milczenia.
- Powiedział, że może dać mi tyle czasu, ile mi potrzeba. Powiedziałam tylko, że chce już wrócić. On mi oznajmił tylko, że 4-tego zaczynamy treningi.
- No to fajnie. - odparł, kiedy nakładał makaron na talerz. Podał mi danie i razem usiedliśmy przy stole. - Może, wpadniesz do nas na mecz? Jutro gramy.. z Lechem.- ostatnie słowa powiedział nie pewnie. Lech dalej był ważną drużyną dla mnie, bo dobrze wiedziałam ile ona znaczyła dla Łukasza. Lecz gdy widziałam Tomka na meczu, czułam nie chęć do tej drużyny. Zwłaszcza po tym, gdy do niego zadzwoniłam, a on zaczął krzyczeć na mnie bardziej, że mnie nienawidzi. To było straszne, podejrzewam, że w tamtej chwili był pijany. Po tym próbował się ze mną skontaktować, nie udało mu się to. - Przepraszam.. przyjdziesz na jakiś innym mecz.-powiedział z zrezygnowany.
- Nie..-odpowiedziałam cicho. Chłopak spojrzał na mnie z nadzieją. - nie mogę całe życie uciekać, powiedział to w przypływie impulsu.. chyba. Mam taką nadzieję. Kocham Lecha. Pójdę na ten mecz. Dla Ciebie, no i żeby spotkać innych chłopaków o dawno ich nie widziałam, a to że on tam będzie.. no cóż. - powiedziałam i od razu wstałam z miejsca.
poniedziałek, 13 października 2014
dwa.
8 miesięcy.
8 miesięcy to dużo czasu, aby mogło wydarzyć się wiele w moim życiu. Niestety z tego wszystkiego tylko o drobinkę dobrego.
Może od początku.. wtedy gdy mama nas zwołała pilnie do Lubina, chodziło jej o Silvio. Okazało się, że 28 lat temu, gdy jeździła jeszcze na misje, była w Chorwacji tam poznała Ivana, ojca Silvio, przespała się z nim i tak urodziła Rodicia. Nikt o tym nie wiedział i pewnie by się nie dowiedział gdyby nie to, że Silvio pragnął poznać swoją matkę, więc gdy dostał ofertę z Polski od razu ją przyjął i zaczął szukać mamy. Ojciec tak bardzo ją znienawidził , że wyprowadził się. Całe szczęście że Silvio pragnął opiekować się swą rodzicielką, bo w przeciwnym razie zostałaby sama.
Sezon zaczął się a ja czułam, że to właśnie będzie moja szansa. Przykładałam się do każdego treningu, próbowałam się skupić tylko na siatkówce. Szkło nam nie źle, zajmowaliśmy 2 miejsce w tabeli i walczyliśmy o mistrzostwo kraju.
2 styczeń 2014 rok
Ostatni mecz w sezonie, chodziłam po szatni i czułam ucisk w brzuchu..to nie była presja, stres przed meczem, na ogół dawałam sobie z tym radę. Czułam, że wydarzy się coś złego. Mieliśmy już wychodzić na rozgrzewkę, kiedy do szatni weszło dwóch policjantów. Wszyscy wyszli już na boisko, zostałam w szatni. Zaczęłam się szybko przebierać, czułam strach i niedowierzanie, chwyciłam za torbę, biegłam w stronę wyjścia. Wsiadłam do radiowozu. Nie myślałam już. Dojechaliśmy. Zobaczyłam rozwalony samochód. Krew zamarzła mi w żyłach, widząc jak owijają JEGO ciało w czarną folię od razu podbiegłam tam, wyrywałam się z objęć policjantów. Po prostu w to nie wierzyłam.
Tydzień później odbył się jego pogrzeb. Nie pamiętam niczego, oprócz tego jak krzyczałam patrząc, gdy go zakopywali że, "przecież on żyje". Ledwo się trzymałam na nogach, nie mogłam na to patrzeć, nie mogłam się z nim pożegnać. Nie byłam gotowa. Mama i ojciec pogodzili się. Dopiero w obliczu takiej tragedii potrafili podać do siebie dłoń.
Stałam się inną osobą, już nie tak wesołą, pogodną i zawsze uśmiechniętą. Czułam jakby ktoś zabrał część mnie. Nie dawałam sobie ze wszystkim rady, byłam w szoku. Gdyby nie Krzysiu i Tomek pewnie nadal leżałabym plackiem na kanapie i rozmyślała co dalej ze mną będzie, patrząc w sufit.
4 kwiecień 2014 rok
- Gotowa?- Tomek spojrzał na mnie z niepokojem.
-Tak, chcę to zrobić.- powiedziałam, dalej patrząc tylko w jeden punkt. Wyszłam z samochodu i ruszyłam po znicze. Czułam, że Tomek nie opuszcza mnie ani na krok. Kupiłam znicze, pewnym krokiem wędrowałam ku wejścia do cmentarza kiedy zatrzymałam się przy samej bramie. Kędziora przejął znicze i chwycił mnie drugą ręką, pociągnął za sobą i w ten sposób udało mi się wejść. Pokierował mnie na dobrze znane mu miejsce, bywał tam prawie że codziennie. Stanęłam przed grobem, pierwszy raz od 3 miesięcy. Może inni powiedzieliby, że to oznacza że nigdy go nie kochałam, że jestem samolubna, myślę tylko o sobie, ale co jeśli ja po prostu nie potrafiłam się z tym pogodzić? Co jeśli próbowałam już setki razy? Podchodziłam do cmentarza, kupowałam znicze..ale przed samym wejściem rezygnowałam, nie mogłam się przełamać, to jeszcze nie był ten czas. Spojrzałam na jego grób... Łukasz Teodorczyk 3 czerwca 1991- 2 styczeń 2014 rok... i jeszcze ten napis "Bóg tak chciał". Miałam łzy w oczch, po raz kolejny. Pomodliłam się i zapaliłam znicz. Wymieniłam porozumiewawcze spojrzenie w Tomkiem i za chwile chłopak zniknął a ja zostałam tu sama.
- Łuki- zaczęłam nie pewnie, nie wiem czemu ale musiałam się wygadać, chociaż wytłumaczyć dlaczego nie było mnie tu przez 3 miesiące.- Przepraszam,bardzo cię przepraszam. Nie zadbałam o ciebie tak jak powinnam. Nie mogłam, dalej nie mogę w to uwierzyć że ciebie po prostu tu nie ma. Łukasz, jest mi tak cholernie ciężko. - rozkleiłam się na dobre.- Ja nie daje sobie bez ciebie rady. Wróć do mnie, proszę.- ostatnie słowo wypowiedziane prawie bezdźwięcznie. Nie miałam już sił, to i tak było zbyt wiele jak na pierwszy raz. Przyżegnałam się i z ciężkimi łzami w oczach wyszłam z cmentarza. Weszłam do samochodu Tomka i pojechaliśmy do domu.
-Nie wrócę tam-powiedziałam cicho, chłopak od razu na mnie spojrzał.-Nie chcę wracać na cmentarz, nie pojadę tam jeszcze raz. Nie dam rady.- wycierałam oczy, chłopak przejechał ręką po moim zimnym policzku.
-A myślisz, że mi nie jest ciężko!?-nagle krzyknął, aż podskoczyłam z miejsca - Straciłem swojego przyjaciela! Jeszcze to ja muszę się wszystkim zająć, bo oczywiście TY nie dajesz sobie rady z niczym!-krzyczał, jakby dostał furii. Spojrzał na mnie wściekły, ale widząc przerażoną moją twarz jakby złagodniał. Chciał złapać moją rękę, ale szybko wysiadłam z auta. Nie za bardzo wiedząc co się dzieje, wybiegłam na chodnik.
- Lena!- słyszałam za sobą krzyk, zaczęłam płakać, przyśpieszyłam kroku spodziewając się Tomka.- Lena! - ktoś złapał mnie od tyłu za rękę a ja odwróciłam się i ujrzałam Wszołka. Przytuliłam się do niego i wypłakałam w rękaw.- Jak dobrze cię widzieć.-chłopak jakby odetchnął z ulgą.
8 miesięcy to dużo czasu, aby mogło wydarzyć się wiele w moim życiu. Niestety z tego wszystkiego tylko o drobinkę dobrego.
Może od początku.. wtedy gdy mama nas zwołała pilnie do Lubina, chodziło jej o Silvio. Okazało się, że 28 lat temu, gdy jeździła jeszcze na misje, była w Chorwacji tam poznała Ivana, ojca Silvio, przespała się z nim i tak urodziła Rodicia. Nikt o tym nie wiedział i pewnie by się nie dowiedział gdyby nie to, że Silvio pragnął poznać swoją matkę, więc gdy dostał ofertę z Polski od razu ją przyjął i zaczął szukać mamy. Ojciec tak bardzo ją znienawidził , że wyprowadził się. Całe szczęście że Silvio pragnął opiekować się swą rodzicielką, bo w przeciwnym razie zostałaby sama.
Sezon zaczął się a ja czułam, że to właśnie będzie moja szansa. Przykładałam się do każdego treningu, próbowałam się skupić tylko na siatkówce. Szkło nam nie źle, zajmowaliśmy 2 miejsce w tabeli i walczyliśmy o mistrzostwo kraju.
2 styczeń 2014 rok
Ostatni mecz w sezonie, chodziłam po szatni i czułam ucisk w brzuchu..to nie była presja, stres przed meczem, na ogół dawałam sobie z tym radę. Czułam, że wydarzy się coś złego. Mieliśmy już wychodzić na rozgrzewkę, kiedy do szatni weszło dwóch policjantów. Wszyscy wyszli już na boisko, zostałam w szatni. Zaczęłam się szybko przebierać, czułam strach i niedowierzanie, chwyciłam za torbę, biegłam w stronę wyjścia. Wsiadłam do radiowozu. Nie myślałam już. Dojechaliśmy. Zobaczyłam rozwalony samochód. Krew zamarzła mi w żyłach, widząc jak owijają JEGO ciało w czarną folię od razu podbiegłam tam, wyrywałam się z objęć policjantów. Po prostu w to nie wierzyłam.
Tydzień później odbył się jego pogrzeb. Nie pamiętam niczego, oprócz tego jak krzyczałam patrząc, gdy go zakopywali że, "przecież on żyje". Ledwo się trzymałam na nogach, nie mogłam na to patrzeć, nie mogłam się z nim pożegnać. Nie byłam gotowa. Mama i ojciec pogodzili się. Dopiero w obliczu takiej tragedii potrafili podać do siebie dłoń.
Stałam się inną osobą, już nie tak wesołą, pogodną i zawsze uśmiechniętą. Czułam jakby ktoś zabrał część mnie. Nie dawałam sobie ze wszystkim rady, byłam w szoku. Gdyby nie Krzysiu i Tomek pewnie nadal leżałabym plackiem na kanapie i rozmyślała co dalej ze mną będzie, patrząc w sufit.
4 kwiecień 2014 rok
- Gotowa?- Tomek spojrzał na mnie z niepokojem.
-Tak, chcę to zrobić.- powiedziałam, dalej patrząc tylko w jeden punkt. Wyszłam z samochodu i ruszyłam po znicze. Czułam, że Tomek nie opuszcza mnie ani na krok. Kupiłam znicze, pewnym krokiem wędrowałam ku wejścia do cmentarza kiedy zatrzymałam się przy samej bramie. Kędziora przejął znicze i chwycił mnie drugą ręką, pociągnął za sobą i w ten sposób udało mi się wejść. Pokierował mnie na dobrze znane mu miejsce, bywał tam prawie że codziennie. Stanęłam przed grobem, pierwszy raz od 3 miesięcy. Może inni powiedzieliby, że to oznacza że nigdy go nie kochałam, że jestem samolubna, myślę tylko o sobie, ale co jeśli ja po prostu nie potrafiłam się z tym pogodzić? Co jeśli próbowałam już setki razy? Podchodziłam do cmentarza, kupowałam znicze..ale przed samym wejściem rezygnowałam, nie mogłam się przełamać, to jeszcze nie był ten czas. Spojrzałam na jego grób... Łukasz Teodorczyk 3 czerwca 1991- 2 styczeń 2014 rok... i jeszcze ten napis "Bóg tak chciał". Miałam łzy w oczch, po raz kolejny. Pomodliłam się i zapaliłam znicz. Wymieniłam porozumiewawcze spojrzenie w Tomkiem i za chwile chłopak zniknął a ja zostałam tu sama.
- Łuki- zaczęłam nie pewnie, nie wiem czemu ale musiałam się wygadać, chociaż wytłumaczyć dlaczego nie było mnie tu przez 3 miesiące.- Przepraszam,bardzo cię przepraszam. Nie zadbałam o ciebie tak jak powinnam. Nie mogłam, dalej nie mogę w to uwierzyć że ciebie po prostu tu nie ma. Łukasz, jest mi tak cholernie ciężko. - rozkleiłam się na dobre.- Ja nie daje sobie bez ciebie rady. Wróć do mnie, proszę.- ostatnie słowo wypowiedziane prawie bezdźwięcznie. Nie miałam już sił, to i tak było zbyt wiele jak na pierwszy raz. Przyżegnałam się i z ciężkimi łzami w oczach wyszłam z cmentarza. Weszłam do samochodu Tomka i pojechaliśmy do domu.
-Nie wrócę tam-powiedziałam cicho, chłopak od razu na mnie spojrzał.-Nie chcę wracać na cmentarz, nie pojadę tam jeszcze raz. Nie dam rady.- wycierałam oczy, chłopak przejechał ręką po moim zimnym policzku.
-A myślisz, że mi nie jest ciężko!?-nagle krzyknął, aż podskoczyłam z miejsca - Straciłem swojego przyjaciela! Jeszcze to ja muszę się wszystkim zająć, bo oczywiście TY nie dajesz sobie rady z niczym!-krzyczał, jakby dostał furii. Spojrzał na mnie wściekły, ale widząc przerażoną moją twarz jakby złagodniał. Chciał złapać moją rękę, ale szybko wysiadłam z auta. Nie za bardzo wiedząc co się dzieje, wybiegłam na chodnik.
- Lena!- słyszałam za sobą krzyk, zaczęłam płakać, przyśpieszyłam kroku spodziewając się Tomka.- Lena! - ktoś złapał mnie od tyłu za rękę a ja odwróciłam się i ujrzałam Wszołka. Przytuliłam się do niego i wypłakałam w rękaw.- Jak dobrze cię widzieć.-chłopak jakby odetchnął z ulgą.
sobota, 27 września 2014
jeden.
Czekałam na niego. Łukasz jak zwykle się spóźniał. Miał tu być 10
minut temu, tymczasem ja siedziałam tu sama i się denerwowałam. Umówiliśmy się
w kawiarni, mieliśmy pogadać o tym i tamtym..nie gadaliśmy długo, ja mieszkałam
we Wrocławiu, on w Poznaniu, ja grałam w siatkówkę, on wierny piłce nożnej.
Wszedł szybkim krokiem do kawiarni, od razu wstałam chcąc przywitać się z
bratem, był zdenerwowany, widziałam to. Ucałował mnie w policzek i
przytulił, wymusił jeszcze z siebie lekki uśmiech i usiadł na przeciwko
mnie.
-Co się stało?- zapytałam od razu, on spojrzał na mnie zmieszany.
Chyba nie wiedział co ma mi powiedzieć, a może po prostu nie chciał.
-Nic.-powiedział nie pewnie odwracając wzrok.
-Znam cie, Łukasz. Masz mi powiedzieć, przecież widzę, że coś cię
gryzie.-lekko podniosłam głos, bo nie lubiłam takiego czegoś, był moim bratem,
nie mieliśmy przed sobą tajemnic. Ja zawsze mówiłam mu wszytko, a on? Nigdy nie
był skłonny do zwierzeń, ale na ogół wszytko wiedziałam.
-Mama dzwoniła.-powiedział poważnie. Przestraszyłam się, od
jakiegoś czasu chorowała, bałam się o nią ale z barku czasu nie mogłam jej
odwiedzić. Łukasz przetarł dłonią czoło.- Była smutna. Powiedziała, że
koniecznie musimy się z nią spotkać.- popatrzył mi w oczy, widziałam w nich
smutek i lęk. Baliśmy się o mamę, była już starszą osobą… to znaczy miała 52
lata, ale tyle przeszła w życiu, ze jej organizm był słaby. – Lena ja się o nią
boje. – Teo uścisnął moją dłoń. Było mu ciężko, on też nic nie mógł zrobić,
mamę odwiedzał raz, dwa może trzy razy w miesiącu.
- Musimy do niej pojechać. Kiedy masz jakieś wolne? – spytałam
szybko.
- Teraz, choćby teraz możemy pojechać do niej. Mam kontuzje, więc
czy będę na siłowni w Lubinie czy Poznaniu nie ma różnicy, jeden dzień jak
potrenuje w Lubinie to nic się nie stanie. – powiedział po chwili
zastanowienia. –A ty? Masz coś wolnego?
- Teraz mam, jutro… mogę też mieć, ale nie dłużej. – powiedziałam
sama nie wiedząc ile w tym prawdy, sezon zbliżał się wielkimi krokami,
najważniejszy i pierwszy taki sezon w siatkówce a ja brałam sobie wolne, nie
wiem czy trener to zaakceptuje, ale nie miałam innego wyjścia.
- Na co czekamy. –powiedział wstając.- Jedziemy do Lubina! – podał
mi dłoń, wychodząc otworzył mi drzwi i ruszyliśmy to jego samochodu. – Chcesz
jechać od razu? Czy potrzebujesz coś wziąć? Możemy zajechać do Wrocławia. –
zaproponował kiedy wsiadaliśmy do jego pięknego białego, terenowego BMW.
-Coś ty, nie będziemy się później cofać. Jedźmy już. Ja
zadzwonię do mamy, że przyjedziemy. –
uśmiechnęłam się. Miałam sobie za złe, że Łukasz mieszka o wiele dalej i mogłam
do niego przyjechać a do własnej mamy, która dała mi życie nie potrafiłam.
Miałam sobie za złe, ze to Łukasz ją częściej odwiedzał, a miał dalej niż ja.
Dużo rzeczy miałam sobie za złe. Wyciągnęłam telefon z kieszeni, 3 nieodebrane,
5 wiadomości. Nie patrzyłam, od razu wybrałam numer mamy.
- Halo?- usłyszałam, cichy, ledwo
słyszalny głosik. Zmartwiłam się, mama nigdy tak nie brzmiała.
-Cześć mamo.- powiedziałam żywo.
-Córcia! Jak fajnie że dzwonisz. Musimy
pogadać.- powiedziała to i czułam, ze na jej twarzy pojawia się uśmiech.
-Wiem mamo, a jak się czujesz? – spytałam
szybko.
- Dobrze kochanie, dobrze. – powiedziała
tym tonem, jak wtedy gdy zawsze chciała, żeby ludzie nie pytali ją o to więcej.
- Mamo, przyjedziemy do ciebie z Łukim.-
odezwałam się.
-Co? Jak się cieszę, już biorę się za
pieczenie ciasta. Dziś przyjeżdżacie?- w jej głosie dało się słyszeć radość, aż
zachciało mi się płakać na samą myśl, że sprawiłam jej ją.
- Tak, mamo. Wiesz co, pogadamy później,
przyjedziemy gdzieś za 2 może 2 i pół godzinki, I nic nie musisz piec! –
uśmiechnęłam się do telefonu. Pożegnałyśmy się i rozłączyłam się.
- Ucieszyła się?- zapytał mój braciszek, ja tylko kiwnęłam głową i
znowu zaczęłam myśleć. O czym takim mama chce nam powiedzieć? Czyżby miedzy nią
a tatą było coś nie tak? A może jej się coś stało? Nie wiem o co chodziło.
Oboje z Łukaszem nie byliśmy dziś sobą, zawsze radośni, weseli, uśmiechnięci
ludzie, dziś? Smutni, zamyśleni…
Bałam się tego sezonu. To nie ta sama siatkówka co kiedyś. FIVB
zarządziło, że w każdej męskiej drużynie mają być co najmniej dwie kobiety. Ma to
zwiększyć atrakcyjność tej dyscypliny. Trafiłam do Wrocławia. Tam drużyna była
przeciętna, ale gdy działacze usłyszeli o nowej regule wykorzystali to
najlepiej jak umieli. Do Wrocławia trafiłam ja i Marcela, a także wielu znanych
i lubianych siatkarzy. Prezesi wydali kupę kasy na nową drużynę.
Spojrzałam na telefon. Nieodebrane. Krzysiu Ignaczak, Karol Kłos, Karol Linetty. Wiadomości. Krzysiu. Odebrałam.
Spojrzałam na telefon. Nieodebrane. Krzysiu Ignaczak, Karol Kłos, Karol Linetty. Wiadomości. Krzysiu. Odebrałam.
Lenka, szykuj się, bo jutro idziemy na galę, a ja- w parze z tobą młoda!
Uśmiechnęłam się do siebie,
widząc tego smsa, Krzysiu to jedna z gwiazd naszego zespołu, oboje byliśmy
Libero wiec szybko się ze sobą polubiliśmy. Zresztą Krzychu to równy gość i
fajnie się z nim gada, więc nie było problemu.
- Bednarek będzie w Poznaniu. – z przemyśleń wyrwał mnie piłkarz-
Idziemy? Jak za czasów kiedy jeszcze się lubiliśmy? – zaśmiał się. Kiedyś
lubiliśmy chodzić z Łukaszem na koncerty, on grał w Polonii, ja w siatkówkę na Politechnice, było fajnie. Kiedy jeszcze się lubiliśmy? Powiedział to bo
często sobie dokuczamy, po czym mówimy że po prostu się nie lubimy.
-We Wrocławiu też będzie. – spojrzałam na niego.- Braciszku, dlaczego
to ja zawsze musze do ciebie wpadać, kiedyś ty zajrzyj do mnie. – zaśmiałam
się.
- Rozważę to. – podrapał się po głowie i pogłośnił radio. Leciała jakaś
piosenka. – Pamiętasz jak śpiewaliśmy sobie razem, jadąc gdzieś? – na same wspomnienia na
moich ustach pojawił się uśmiech.
-To były czasy… - powiedziałam wspominając jak kiedyś było dobrze,
ja i Teo byliśmy dobrym rodzeństwem. Lepszego brata nie mogłam sobie wymarzyć.
Byliśmy już prawie na miejscu, przy posiadłości Teodorczyków stało
dobre auto. Oboje się z Łukaszem byliśmy zdziwieni. Tata takim nie jeździł… Zatrzymaliśmy się. Wysiadłam z auta i kierowałam się w stronę
domu. Weszłam pukając.
-Jest tu ktoś? – zawołałam powoli wchodząc. Weszłam do salonu a
moim oczom ukazał się Silvio Rodić, piłkarz Zagłębia. – Co Pan tu robi? –
zapytałam nie pewnie. Skąd mógł znać mamę? Byłam zdziwiona.
- Cześć kochanie!- radośnie przywitała mnie mama. Przytuliłam ją i
ucałowałam na powitanie.
-Mamo, co on tu robi? Skąd ty go znasz?- widziałam że się
zmieszała.
-Siadaj, proszę. Opowiem wam zaraz wszystko. – tak jak
powiedziała, tak ja uczyniłam.
bohaterowie?
ona
siostra Łukasza, jedna z najlepszych siatkarek w Polsce.
on
Łukasz
brat Leny, piłkarz Lecha Poznań
Subskrybuj:
Posty (Atom)