poniedziałek, 13 października 2014

dwa.



8 miesięcy.
 8 miesięcy to dużo czasu, aby mogło wydarzyć się wiele w moim życiu. Niestety z tego wszystkiego tylko o drobinkę dobrego.

Może od początku.. wtedy gdy mama nas zwołała pilnie do Lubina, chodziło jej o Silvio. Okazało się, że 28 lat temu, gdy jeździła jeszcze na misje, była w Chorwacji tam poznała Ivana, ojca Silvio, przespała się z nim i tak urodziła Rodicia. Nikt o tym nie wiedział i pewnie by się nie dowiedział gdyby nie to, że Silvio pragnął poznać swoją matkę, więc gdy dostał ofertę z Polski od razu ją przyjął i zaczął szukać mamy. Ojciec tak bardzo ją znienawidził , że wyprowadził się. Całe szczęście że Silvio pragnął opiekować się swą rodzicielką, bo w przeciwnym razie zostałaby sama.

Sezon zaczął się a ja czułam, że to właśnie będzie moja szansa. Przykładałam się do każdego treningu, próbowałam się skupić tylko na siatkówce. Szkło nam nie źle, zajmowaliśmy 2 miejsce w tabeli i walczyliśmy o mistrzostwo kraju.

2 styczeń 2014 rok
Ostatni mecz w sezonie, chodziłam po szatni i czułam ucisk w brzuchu..to nie była presja, stres przed meczem, na ogół dawałam sobie z tym radę. Czułam, że wydarzy się coś złego. Mieliśmy już wychodzić na rozgrzewkę, kiedy do szatni weszło dwóch policjantów. Wszyscy wyszli już na boisko, zostałam w szatni. Zaczęłam się szybko przebierać, czułam strach i niedowierzanie, chwyciłam za torbę, biegłam w stronę wyjścia. Wsiadłam do radiowozu. Nie myślałam już. Dojechaliśmy. Zobaczyłam rozwalony samochód. Krew zamarzła mi w żyłach, widząc jak owijają JEGO ciało w czarną folię od razu podbiegłam tam, wyrywałam się z objęć policjantów. Po prostu w to nie wierzyłam. 

Tydzień później odbył się jego pogrzeb. Nie pamiętam niczego, oprócz tego jak krzyczałam patrząc, gdy go zakopywali że, "przecież on żyje". Ledwo się trzymałam na nogach, nie mogłam na to patrzeć, nie mogłam się z nim pożegnać. Nie byłam gotowa. Mama i ojciec pogodzili się. Dopiero w obliczu takiej tragedii potrafili podać do siebie dłoń. 
Stałam się inną osobą, już nie tak wesołą, pogodną i zawsze uśmiechniętą. Czułam jakby ktoś zabrał część mnie. Nie dawałam sobie ze wszystkim rady, byłam w szoku. Gdyby nie Krzysiu i Tomek pewnie nadal leżałabym plackiem na kanapie i rozmyślała co dalej ze mną będzie, patrząc w sufit. 


4 kwiecień 2014 rok

- Gotowa?- Tomek spojrzał na mnie z niepokojem.
-Tak, chcę to zrobić.- powiedziałam, dalej patrząc tylko w jeden punkt. Wyszłam z samochodu i ruszyłam po znicze. Czułam, że Tomek nie opuszcza mnie ani na krok. Kupiłam znicze, pewnym krokiem wędrowałam ku wejścia do cmentarza kiedy zatrzymałam się przy samej bramie. Kędziora przejął znicze i chwycił mnie drugą ręką, pociągnął za sobą i w ten sposób udało mi się wejść. Pokierował mnie na dobrze znane mu miejsce, bywał tam prawie że codziennie. Stanęłam przed grobem, pierwszy raz od 3 miesięcy. Może inni powiedzieliby, że to oznacza że nigdy go nie kochałam, że jestem samolubna, myślę tylko o sobie, ale co jeśli ja po prostu nie potrafiłam się z tym pogodzić? Co jeśli próbowałam już setki razy? Podchodziłam do cmentarza, kupowałam znicze..ale przed samym wejściem rezygnowałam, nie mogłam się przełamać, to jeszcze nie był ten czas. Spojrzałam na jego grób... Łukasz Teodorczyk 3 czerwca 1991- 2 styczeń 2014 rok... i jeszcze ten napis "Bóg tak chciał". Miałam łzy w oczch, po raz kolejny. Pomodliłam się i zapaliłam znicz. Wymieniłam porozumiewawcze spojrzenie w Tomkiem i za chwile chłopak zniknął a ja zostałam tu sama.
- Łuki- zaczęłam nie pewnie, nie wiem czemu ale musiałam się wygadać, chociaż wytłumaczyć dlaczego nie było mnie tu przez 3 miesiące.- Przepraszam,bardzo cię przepraszam. Nie zadbałam o ciebie tak jak powinnam. Nie mogłam,  dalej nie mogę w to uwierzyć że ciebie po prostu tu nie ma. Łukasz, jest mi tak cholernie ciężko. - rozkleiłam się na dobre.- Ja nie daje sobie bez ciebie rady. Wróć do mnie, proszę.- ostatnie słowo wypowiedziane prawie bezdźwięcznie. Nie miałam już sił, to i tak było zbyt wiele jak na pierwszy raz. Przyżegnałam się i z ciężkimi łzami w oczach wyszłam z cmentarza. Weszłam do samochodu Tomka i pojechaliśmy do domu.
-Nie wrócę tam-powiedziałam cicho, chłopak od razu na mnie spojrzał.-Nie chcę wracać na cmentarz, nie pojadę tam jeszcze raz. Nie dam rady.- wycierałam oczy, chłopak przejechał ręką po moim zimnym policzku.
-A myślisz, że mi nie jest ciężko!?-nagle krzyknął, aż podskoczyłam z miejsca - Straciłem swojego przyjaciela! Jeszcze to ja muszę się wszystkim zająć, bo oczywiście TY nie dajesz sobie rady z niczym!-krzyczał, jakby dostał furii. Spojrzał na mnie wściekły, ale widząc przerażoną moją twarz jakby złagodniał. Chciał złapać moją rękę, ale szybko wysiadłam z auta. Nie za bardzo wiedząc co się dzieje, wybiegłam na chodnik. 
- Lena!- słyszałam za sobą krzyk, zaczęłam płakać, przyśpieszyłam kroku spodziewając się Tomka.- Lena! - ktoś złapał mnie od tyłu za rękę a ja odwróciłam się i ujrzałam Wszołka. Przytuliłam się do niego i wypłakałam w rękaw.- Jak dobrze cię widzieć.-chłopak jakby odetchnął z ulgą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz