piątek, 26 grudnia 2014
pięć.
Podjechałam pod blok Tomka, zaparkowałam i wyciągnęłam dwie wielkie walizki. Ciągnęłam je za sobą, klatka była otwarta, więc weszłam bez wahania. Męczyłam się z nimi, zostawiłam jedną na dole i próbowałam wnieś drugą, byłam dopiero na pierwszym piętrze kiedy w drzwiach zobaczyłam Jasmina. Zaskoczony, przywitał się ze mną, jedną ręką wziął moją walizkę z dołu, mijając mnie wziął ode mnie drugą i powędrował na górę.
-Jesteś zły?-zapytałam nie pewnie, był jakiś inny, jakby obrażony.
-Nie, ale jeśli masz problem, to mogłaś zadzwonić do mnie. Pomógłbym ci.-odpowiedział patrząc mi w oczy.- Wiem jak Tomek cię potraktował. Wiem jak się czułaś. Pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć. Okej?- mówił, pokonując kolejne schody. W końcu byliśmy już pod drzwiami Tomka, zapukaliśmy i po chwili otworzył nam uśmiechnięty od ucha do ucha Tomek. Przywitał się z nami, gdy zobaczył moje dwie walizki wcale nie krył swojego zaskoczenia. Usiadłam na kanapie i odetchnęłam z ulgą. Kędzi i Jasiek usiedli przede mną i patrzyli na mnie intensywnie, pewnie oczekiwali wyjaśnień. Co mnie sprowadza w środku sezonu z dwoma wielkimi walizkami do Poznania.
- Łukasz wrócił.-powiedziałam po chwili, spojrzeli na siebie i znowu na mnie, dalej nie wiedzieli o co chodzi.- Mój brat wrócił. On nigdy nie umarł, pomagał policji złapać jakiś dwóch dilerów, udawał śmierć, bo mu niby grozili..-przestałam mówić na chwilę, spojrzałam na ich twarze. Jasiek, wydawał się być szczęśliwy, po Tomku można się było spodziewać zaraz jakiegoś wybuchu, na pewno, złości. Czuł się oszukany, tak jak ja.
-To przecież dobra wiadomość.-wypalił Jasmin, ale zaraz tego pożałował. Tomek wstał i kazał mu wyjść, zaskoczony bramkarz spełnił żądanie kolegi.-Zadzwonię.-rzucił jeszcze do mnie, zanim drzwi się zamknęły. Spojrzała na Tomka, był wściekły, chodził po całym mieszkaniu, pod nosem przeklinał do siebie.
-Dlatego przyjechałaś... -odezwał się po dłuższej chwili milczenia.- Czujesz się oszukana?
-A ty nie?-lekko podniosłam głos i wstałam z miejsca.-Tomek, sam dobrze wiesz jak ze mną było kiedy dowiedziałam się o jego śmierci, nie mogłam w żaden sposób funkcjonować. Gdyby mi powiedział, pewnie nie byłabym zadowolona, ale zgodziłabym się na tą udawaną śmierć. Nie płakałabym tak.. Nie wpadałabym w jakąś chorą depresje.-wyrzuciłam z siebie, opadłam na kanapę i poczułam na moich policzkach ciecz. Kędzi podszedł do mnie i przytulił, znów czułam się jak dawniej. Było tak wspaniale, potem wszystko się rozwaliło. Szeptał mi do ucha, że będzie dobrze ale ja nienawidziłam takich pocieszeń. -Paweł..-wydusiłam z siebie i poczułam jak mięśnie chłopaka na te imię reagują.-...on o tym wszystkim wiedział. Dlatego ja tylko na chwilę do ciebie przyjechałam, muszę być jak najdalej od niego, od Łukasza...-przytuliłam się do niego.
- I ode mnie..- odezwał się w końcu, a ja dopiero teraz zrozumiałam, że przecież Tomek coś do mnie czuje. On nieświadomie zrobił mi krzywdę, nie chciał tego... gdyby nie ta sytuacja, to..kto wie, może teraz bylibyśmy razem. Teraz, uświadomiłam sobie, że ja go wykorzystuje!
-To nie tak..-zaczęłam sie tłumaczyć.- Wyjeżdżam, mam już obgadane z Artjomem Rudnievem co i jak, on znajdzie mi jakąś pracę u siebie w klubie. I będzie ok. Wszyscy zapomną o mnie, ja zapomnę o wszystkich.
-Ja nigdy o tobie nie zapomnę.-spojrzał mi w oczy i wstał, tak po prostu, powędrował do swojego pokoju i nie wyszedł z niego tego wieczoru.
Wstałam rano, na krześle leżały już przygotowane wczoraj przeze mnie, rzeczy. Podniosłam się z łóżka a do moje nozdrza wyczuły zapach świeżej kawy. Powędrowałam do łazienki, po ok 20 minutach wyszłam odświeżona z uśmiechem na ustach. Weszłam do salonu, Tomek siedział z niezadowoloną miną gdy tylko mnie zobaczył wstał, a wtedy moim oczom ukazał się Łukasz.Uśmiech zszedł mi z twarzy.
- Lena..- zaczął Tomek i momentalnie się pojawił obok mnie-Nie chciałem żeby wchodził, ale upierał się, że musi z tobą porozmawiać.-kiwnęłam głową na znak, że rozumiem.-Pogadajcie sobie, o ile to będzie możliwe. Ja spadam na trening.- wyszedł.
******************************************************************************
Szłam ulicami Hamburga, za sobą ciągnęłam jedną walizkę. Drugą zostawiłam w Poznaniu, to ma być powód dla którego kiedyś odwiedzę Tomka. Spojrzałam na kartkę, na której miałam zapisane jakieś litery, następnie spojrzałam na tabliczkę przykręconą do jednego z domów i stwierdziłam, że to ta ulica której szukałam. Zerknęłam jeszcze na zegarek i właśnie wybiła 15:00, oznaczało to, że właśnie powinnam się spotkać z Artjomem.
-Dzień dobry.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz