sobota, 27 września 2014

jeden.



Czekałam na niego. Łukasz jak zwykle się spóźniał. Miał tu być 10 minut temu, tymczasem ja siedziałam tu sama i się denerwowałam. Umówiliśmy się w kawiarni, mieliśmy pogadać o tym i tamtym..nie gadaliśmy długo, ja mieszkałam we Wrocławiu, on w Poznaniu, ja grałam w siatkówkę, on wierny piłce nożnej. Wszedł szybkim krokiem do kawiarni, od razu wstałam chcąc przywitać się z bratem, był zdenerwowany, widziałam to. Ucałował mnie w policzek i  przytulił, wymusił jeszcze z siebie lekki uśmiech i usiadł na przeciwko mnie.
-Co się stało?- zapytałam od razu, on spojrzał na mnie zmieszany. Chyba nie wiedział co ma mi powiedzieć, a może po prostu nie chciał.
-Nic.-powiedział nie pewnie odwracając wzrok. 
-Znam cie, Łukasz. Masz mi powiedzieć, przecież widzę, że coś cię gryzie.-lekko podniosłam głos, bo nie lubiłam takiego czegoś, był moim bratem, nie mieliśmy przed sobą tajemnic. Ja zawsze mówiłam mu wszytko, a on? Nigdy nie był skłonny do zwierzeń, ale na ogół wszytko wiedziałam.
-Mama dzwoniła.-powiedział poważnie. Przestraszyłam się, od jakiegoś czasu chorowała, bałam się o nią ale z barku czasu nie mogłam jej odwiedzić. Łukasz przetarł dłonią czoło.- Była smutna. Powiedziała, że koniecznie musimy się z nią spotkać.- popatrzył mi w oczy, widziałam w nich smutek i lęk. Baliśmy się o mamę, była już starszą osobą… to znaczy miała 52 lata, ale tyle przeszła w życiu, ze jej organizm był słaby. – Lena ja się o nią boje. – Teo uścisnął moją dłoń. Było mu ciężko, on też nic nie mógł zrobić, mamę odwiedzał raz, dwa może trzy razy w miesiącu.
- Musimy do niej pojechać. Kiedy masz jakieś wolne? – spytałam szybko.
- Teraz, choćby teraz możemy pojechać do niej. Mam kontuzje, więc czy będę na siłowni w Lubinie czy Poznaniu nie ma różnicy, jeden dzień jak potrenuje w Lubinie to nic się nie stanie. – powiedział po chwili zastanowienia. –A ty? Masz coś wolnego?
- Teraz mam, jutro… mogę też mieć, ale nie dłużej. – powiedziałam sama nie wiedząc ile w tym prawdy, sezon zbliżał się wielkimi krokami, najważniejszy i pierwszy taki sezon w siatkówce a ja brałam sobie wolne, nie wiem czy trener to zaakceptuje, ale nie miałam innego wyjścia.
- Na co czekamy. –powiedział wstając.- Jedziemy do Lubina! – podał mi dłoń, wychodząc otworzył mi drzwi i ruszyliśmy to jego samochodu. – Chcesz jechać od razu? Czy potrzebujesz coś wziąć? Możemy zajechać do Wrocławia. – zaproponował kiedy wsiadaliśmy do jego pięknego białego, terenowego BMW.
-Coś ty, nie będziemy się później cofać. Jedźmy już. Ja zadzwonię  do mamy, że przyjedziemy. – uśmiechnęłam się. Miałam sobie za złe, że Łukasz mieszka o wiele dalej i mogłam do niego przyjechać a do własnej mamy, która dała mi życie nie potrafiłam. Miałam sobie za złe, ze to Łukasz ją częściej odwiedzał, a miał dalej niż ja. Dużo rzeczy miałam sobie za złe. Wyciągnęłam telefon z kieszeni, 3 nieodebrane, 5 wiadomości. Nie patrzyłam, od razu wybrałam numer mamy.

- Halo?- usłyszałam, cichy, ledwo słyszalny głosik. Zmartwiłam się, mama nigdy tak nie brzmiała.
-Cześć mamo.- powiedziałam żywo.
-Córcia! Jak fajnie że dzwonisz. Musimy pogadać.- powiedziała to i czułam, ze na jej twarzy pojawia się uśmiech.
-Wiem mamo, a jak się czujesz? – spytałam szybko.
- Dobrze kochanie, dobrze. – powiedziała tym tonem, jak wtedy gdy zawsze chciała, żeby ludzie nie pytali ją o to więcej.
- Mamo, przyjedziemy do ciebie z Łukim.- odezwałam się.
-Co? Jak się cieszę, już biorę się za pieczenie ciasta. Dziś przyjeżdżacie?- w jej głosie dało się słyszeć radość, aż zachciało mi się płakać na samą myśl, że sprawiłam jej ją.
- Tak, mamo. Wiesz co, pogadamy później, przyjedziemy gdzieś za 2 może 2 i pół godzinki, I nic nie musisz piec! – uśmiechnęłam się do telefonu. Pożegnałyśmy się i rozłączyłam się.

- Ucieszyła się?- zapytał mój braciszek, ja tylko kiwnęłam głową i znowu zaczęłam myśleć. O czym takim mama chce nam powiedzieć? Czyżby miedzy nią a tatą było coś nie tak? A może jej się coś stało? Nie wiem o co chodziło. Oboje z Łukaszem nie byliśmy dziś sobą, zawsze radośni, weseli, uśmiechnięci ludzie, dziś? Smutni, zamyśleni…  

Bałam się tego sezonu. To nie ta sama siatkówka co kiedyś. FIVB zarządziło, że w każdej męskiej drużynie mają być co najmniej dwie kobiety. Ma to zwiększyć atrakcyjność tej dyscypliny. Trafiłam do Wrocławia. Tam drużyna była przeciętna, ale gdy działacze usłyszeli o nowej regule wykorzystali to najlepiej jak umieli. Do Wrocławia trafiłam ja i Marcela, a także wielu znanych i lubianych siatkarzy. Prezesi wydali kupę kasy na nową drużynę. 
Spojrzałam na telefon. Nieodebrane. Krzysiu Ignaczak,  Karol Kłos, Karol Linetty.  Wiadomości. Krzysiu. Odebrałam.

         Lenka, szykuj się, bo jutro idziemy na galę, a ja- w parze z tobą młoda!

Uśmiechnęłam  się do siebie, widząc tego smsa, Krzysiu to jedna z gwiazd naszego zespołu, oboje byliśmy Libero wiec szybko się ze sobą polubiliśmy. Zresztą Krzychu to równy gość i fajnie się z nim gada, więc nie było problemu.

- Bednarek będzie w Poznaniu. – z przemyśleń wyrwał mnie piłkarz- Idziemy? Jak za czasów kiedy jeszcze się lubiliśmy? – zaśmiał się. Kiedyś lubiliśmy chodzić z Łukaszem na koncerty, on grał w Polonii, ja w siatkówkę na Politechnice, było fajnie. Kiedy jeszcze się lubiliśmy? Powiedział to bo często sobie dokuczamy, po czym mówimy że po prostu się nie lubimy.

-We Wrocławiu też będzie. – spojrzałam na niego.- Braciszku, dlaczego to ja zawsze musze do ciebie wpadać, kiedyś ty zajrzyj do mnie. – zaśmiałam się.


- Rozważę to. – podrapał się po głowie i pogłośnił radio. Leciała jakaś piosenka. – Pamiętasz jak śpiewaliśmy sobie razem,  jadąc gdzieś? – na same wspomnienia na moich ustach pojawił się uśmiech.
-To były czasy… - powiedziałam wspominając jak kiedyś było dobrze, ja i Teo byliśmy dobrym rodzeństwem. Lepszego brata nie mogłam sobie wymarzyć.

Byliśmy już prawie na miejscu, przy posiadłości Teodorczyków stało dobre auto. Oboje się z Łukaszem byliśmy zdziwieni. Tata takim nie jeździł… Zatrzymaliśmy się. Wysiadłam z auta i kierowałam się w stronę domu. Weszłam pukając.
-Jest tu ktoś? – zawołałam powoli wchodząc. Weszłam do salonu a moim oczom ukazał się Silvio Rodić, piłkarz Zagłębia. – Co Pan tu robi? – zapytałam nie pewnie. Skąd mógł znać mamę? Byłam zdziwiona.
- Cześć kochanie!- radośnie przywitała mnie mama. Przytuliłam ją i ucałowałam na powitanie.
-Mamo, co on tu robi? Skąd ty go znasz?- widziałam że się zmieszała.
-Siadaj, proszę. Opowiem wam zaraz wszystko. – tak jak powiedziała, tak ja uczyniłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz