Czekałam na niego. Łukasz jak zwykle się spóźniał. Miał tu być 10
minut temu, tymczasem ja siedziałam tu sama i się denerwowałam. Umówiliśmy się
w kawiarni, mieliśmy pogadać o tym i tamtym..nie gadaliśmy długo, ja mieszkałam
we Wrocławiu, on w Poznaniu, ja grałam w siatkówkę, on wierny piłce nożnej.
Wszedł szybkim krokiem do kawiarni, od razu wstałam chcąc przywitać się z
bratem, był zdenerwowany, widziałam to. Ucałował mnie w policzek i
przytulił, wymusił jeszcze z siebie lekki uśmiech i usiadł na przeciwko
mnie.
-Co się stało?- zapytałam od razu, on spojrzał na mnie zmieszany.
Chyba nie wiedział co ma mi powiedzieć, a może po prostu nie chciał.
-Nic.-powiedział nie pewnie odwracając wzrok.
-Znam cie, Łukasz. Masz mi powiedzieć, przecież widzę, że coś cię
gryzie.-lekko podniosłam głos, bo nie lubiłam takiego czegoś, był moim bratem,
nie mieliśmy przed sobą tajemnic. Ja zawsze mówiłam mu wszytko, a on? Nigdy nie
był skłonny do zwierzeń, ale na ogół wszytko wiedziałam.
-Mama dzwoniła.-powiedział poważnie. Przestraszyłam się, od
jakiegoś czasu chorowała, bałam się o nią ale z barku czasu nie mogłam jej
odwiedzić. Łukasz przetarł dłonią czoło.- Była smutna. Powiedziała, że
koniecznie musimy się z nią spotkać.- popatrzył mi w oczy, widziałam w nich
smutek i lęk. Baliśmy się o mamę, była już starszą osobą… to znaczy miała 52
lata, ale tyle przeszła w życiu, ze jej organizm był słaby. – Lena ja się o nią
boje. – Teo uścisnął moją dłoń. Było mu ciężko, on też nic nie mógł zrobić,
mamę odwiedzał raz, dwa może trzy razy w miesiącu.
- Musimy do niej pojechać. Kiedy masz jakieś wolne? – spytałam
szybko.
- Teraz, choćby teraz możemy pojechać do niej. Mam kontuzje, więc
czy będę na siłowni w Lubinie czy Poznaniu nie ma różnicy, jeden dzień jak
potrenuje w Lubinie to nic się nie stanie. – powiedział po chwili
zastanowienia. –A ty? Masz coś wolnego?
- Teraz mam, jutro… mogę też mieć, ale nie dłużej. – powiedziałam
sama nie wiedząc ile w tym prawdy, sezon zbliżał się wielkimi krokami,
najważniejszy i pierwszy taki sezon w siatkówce a ja brałam sobie wolne, nie
wiem czy trener to zaakceptuje, ale nie miałam innego wyjścia.
- Na co czekamy. –powiedział wstając.- Jedziemy do Lubina! – podał
mi dłoń, wychodząc otworzył mi drzwi i ruszyliśmy to jego samochodu. – Chcesz
jechać od razu? Czy potrzebujesz coś wziąć? Możemy zajechać do Wrocławia. –
zaproponował kiedy wsiadaliśmy do jego pięknego białego, terenowego BMW.
-Coś ty, nie będziemy się później cofać. Jedźmy już. Ja
zadzwonię do mamy, że przyjedziemy. –
uśmiechnęłam się. Miałam sobie za złe, że Łukasz mieszka o wiele dalej i mogłam
do niego przyjechać a do własnej mamy, która dała mi życie nie potrafiłam.
Miałam sobie za złe, ze to Łukasz ją częściej odwiedzał, a miał dalej niż ja.
Dużo rzeczy miałam sobie za złe. Wyciągnęłam telefon z kieszeni, 3 nieodebrane,
5 wiadomości. Nie patrzyłam, od razu wybrałam numer mamy.
- Halo?- usłyszałam, cichy, ledwo
słyszalny głosik. Zmartwiłam się, mama nigdy tak nie brzmiała.
-Cześć mamo.- powiedziałam żywo.
-Córcia! Jak fajnie że dzwonisz. Musimy
pogadać.- powiedziała to i czułam, ze na jej twarzy pojawia się uśmiech.
-Wiem mamo, a jak się czujesz? – spytałam
szybko.
- Dobrze kochanie, dobrze. – powiedziała
tym tonem, jak wtedy gdy zawsze chciała, żeby ludzie nie pytali ją o to więcej.
- Mamo, przyjedziemy do ciebie z Łukim.-
odezwałam się.
-Co? Jak się cieszę, już biorę się za
pieczenie ciasta. Dziś przyjeżdżacie?- w jej głosie dało się słyszeć radość, aż
zachciało mi się płakać na samą myśl, że sprawiłam jej ją.
- Tak, mamo. Wiesz co, pogadamy później,
przyjedziemy gdzieś za 2 może 2 i pół godzinki, I nic nie musisz piec! –
uśmiechnęłam się do telefonu. Pożegnałyśmy się i rozłączyłam się.
- Ucieszyła się?- zapytał mój braciszek, ja tylko kiwnęłam głową i
znowu zaczęłam myśleć. O czym takim mama chce nam powiedzieć? Czyżby miedzy nią
a tatą było coś nie tak? A może jej się coś stało? Nie wiem o co chodziło.
Oboje z Łukaszem nie byliśmy dziś sobą, zawsze radośni, weseli, uśmiechnięci
ludzie, dziś? Smutni, zamyśleni…
Bałam się tego sezonu. To nie ta sama siatkówka co kiedyś. FIVB
zarządziło, że w każdej męskiej drużynie mają być co najmniej dwie kobiety. Ma to
zwiększyć atrakcyjność tej dyscypliny. Trafiłam do Wrocławia. Tam drużyna była
przeciętna, ale gdy działacze usłyszeli o nowej regule wykorzystali to
najlepiej jak umieli. Do Wrocławia trafiłam ja i Marcela, a także wielu znanych
i lubianych siatkarzy. Prezesi wydali kupę kasy na nową drużynę.
Spojrzałam na telefon. Nieodebrane. Krzysiu Ignaczak, Karol Kłos, Karol Linetty. Wiadomości. Krzysiu. Odebrałam.
Spojrzałam na telefon. Nieodebrane. Krzysiu Ignaczak, Karol Kłos, Karol Linetty. Wiadomości. Krzysiu. Odebrałam.
Lenka, szykuj się, bo jutro idziemy na galę, a ja- w parze z tobą młoda!
Uśmiechnęłam się do siebie,
widząc tego smsa, Krzysiu to jedna z gwiazd naszego zespołu, oboje byliśmy
Libero wiec szybko się ze sobą polubiliśmy. Zresztą Krzychu to równy gość i
fajnie się z nim gada, więc nie było problemu.
- Bednarek będzie w Poznaniu. – z przemyśleń wyrwał mnie piłkarz-
Idziemy? Jak za czasów kiedy jeszcze się lubiliśmy? – zaśmiał się. Kiedyś
lubiliśmy chodzić z Łukaszem na koncerty, on grał w Polonii, ja w siatkówkę na Politechnice, było fajnie. Kiedy jeszcze się lubiliśmy? Powiedział to bo
często sobie dokuczamy, po czym mówimy że po prostu się nie lubimy.
-We Wrocławiu też będzie. – spojrzałam na niego.- Braciszku, dlaczego
to ja zawsze musze do ciebie wpadać, kiedyś ty zajrzyj do mnie. – zaśmiałam
się.
- Rozważę to. – podrapał się po głowie i pogłośnił radio. Leciała jakaś
piosenka. – Pamiętasz jak śpiewaliśmy sobie razem, jadąc gdzieś? – na same wspomnienia na
moich ustach pojawił się uśmiech.
-To były czasy… - powiedziałam wspominając jak kiedyś było dobrze,
ja i Teo byliśmy dobrym rodzeństwem. Lepszego brata nie mogłam sobie wymarzyć.
Byliśmy już prawie na miejscu, przy posiadłości Teodorczyków stało
dobre auto. Oboje się z Łukaszem byliśmy zdziwieni. Tata takim nie jeździł… Zatrzymaliśmy się. Wysiadłam z auta i kierowałam się w stronę
domu. Weszłam pukając.
-Jest tu ktoś? – zawołałam powoli wchodząc. Weszłam do salonu a
moim oczom ukazał się Silvio Rodić, piłkarz Zagłębia. – Co Pan tu robi? –
zapytałam nie pewnie. Skąd mógł znać mamę? Byłam zdziwiona.
- Cześć kochanie!- radośnie przywitała mnie mama. Przytuliłam ją i
ucałowałam na powitanie.
-Mamo, co on tu robi? Skąd ty go znasz?- widziałam że się
zmieszała.
-Siadaj, proszę. Opowiem wam zaraz wszystko. – tak jak
powiedziała, tak ja uczyniłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz