Pojechaliśmy z Pawłem do mnie, po drodze opowiedziałam mu wszystko. Lekko się uśmiechał, próbował mnie pocieszać, ale nie wychodziło mu to. Wystarczyło, że był. Poznaliśmy się jak Paweł grał z Łukaszem w Polonii. Tomek próbował się do mnie dodzwonić, nie odbierałam, nie chciałam z nim teraz rozmawiać. Nie byłam już sobą, nie byłam tą samą Leną co kiedyś. Nigdy się nie poddającą, nie płaczącą, dążącą do celu. Teraz. Płaczącą na okrągło, smutną, przybitą..
Widzieli to wszyscy, chcieli pomagać ale nie za bardzo wychodziło. Nie potrzebowałam litości, przynajmniej tak mi się zdawało. Chciałam mieć kogoś przy sobie, kto będzie ze mną zawsze. Potrzebowałam bliskości. Zawsze dawał mi ją Łukasz, teraz.. Miałam cichą nadzieję, że tą osobą będzie Tomek, ale myliłam się co do niego, bardzo się zawiodłam.
-Potrzebujesz czegoś? - Paweł spytał, gdy był już w drzwiach, miał iść do sklepu bo moja lodówka od paru dni świeciła pustkami. Podeszłam do niego i przytuliłam go bez słowa, chłopak odwzajemnił uścisk i uśmiechnął się ciepło.
-Właśnie tego.- odezwałam się cicho, a Paweł rozluźnił uścisk i złapał mnie za podbródek. W jego objęciach czułam się cudownie.
-Chciałbym żeby ta chwila trwała wiecznie, ale musisz coś zjeść. Zaraz wracam!- pocałował mnie w skroń, a ostatnie słowa rzucił już wybiegając z mieszkania. Tak naprawdę to wszystko tu mi przypominało Łukasza, w końcu to było jego mieszkanie. Jutro rano miałam wracać do Wrocławia. Sezon reprezentacyjny i tak już straciłam, przynajmniej jego znaczną część, ale chciałam być z tą drużyną. Usłyszałam dźwięk mojego dzwonka. Szybkim wzrokiem wyszukałam telefon i złapałam za niego. Kędzi. Nie wiedziałam co robić, odebrać? Chciałam z nim porozmawiać, ale jeszcze nie teraz, było zdecydowanie za wcześnie. Jeszcze byłam zła, wstrząśnięta, że za całe zło tego świata Tomek obwiniał mnie, no może nie za całe zło, ale za to, że on musiał się wszystkim zajmować, bo byłam zbyt wstrząśnięta śmiercią brata. Postanowiłam wysłać sms'a.
Tomek, nie chce teraz z Tobą rozmawiać. Gdy będę gotowa-zadzwonię.
Po minucie odpisał.
Chciałem powiedzieć tylko-przepraszam.
-Jestem!- usłyszałam krzyk Pawła i trzask drzwi. Pośpiesznie wszedł do kuchni i zaczął wyciągać zakupy z toreb.
1 wrzesień 2014 rok
- Więc.. wracasz? Jesteś gotowa? Nie będę na ciebie naciskał, jeśli potrzebujesz jeszcze czasu, dam ci go.- Prezes Kucowski, mówił bardzo poważnie. Chciałam już wrócić, znów grać, cieszyć się życiem.
-Tak, chcę znów zacząć trenować. - opdowiedziałam od razu, bez żadnego wacahania.
- W taikim raze.. Witaj znów Lena! - zaśmiał się i przytulił mnnie. - Od 4-tego zaczynamy trenować, wpadnij, drużyna się nie wiele zmnieniła. Zresztą wiesz, założe się, że śliedzisz naszą stronę.
Do domu weszłam pewnym krokiem z uśmiechenm na ustach. Paweł gotował już obiad. Niby dla mnie, przeprowadził się do Polski, zaczął grać w Śląsku. Nie byłam z nim, przynajmniej tak mi się zdawało. Czasem go przytulałam, ale traktowałam go TYLKO jak przyjaciela. Po całym mieszkaniu unosił się zapach.
-Co tak pachnie?- powiedziałam podchodząc do niego. Przytulił mnie i ucałował w skroń, jak to miał w zwyczaju.
-Coś na szybko chciałem ci zrobić, spaghetti. - uśmiechnął się do mnie szeroko. Przy nim czułam się szczęśliwie. Przytuliłam się do niego mocniej. - Jak tam? Po powiedział Kucowski? - odezwał się po chwili milczenia.
- Powiedział, że może dać mi tyle czasu, ile mi potrzeba. Powiedziałam tylko, że chce już wrócić. On mi oznajmił tylko, że 4-tego zaczynamy treningi.
- No to fajnie. - odparł, kiedy nakładał makaron na talerz. Podał mi danie i razem usiedliśmy przy stole. - Może, wpadniesz do nas na mecz? Jutro gramy.. z Lechem.- ostatnie słowa powiedział nie pewnie. Lech dalej był ważną drużyną dla mnie, bo dobrze wiedziałam ile ona znaczyła dla Łukasza. Lecz gdy widziałam Tomka na meczu, czułam nie chęć do tej drużyny. Zwłaszcza po tym, gdy do niego zadzwoniłam, a on zaczął krzyczeć na mnie bardziej, że mnie nienawidzi. To było straszne, podejrzewam, że w tamtej chwili był pijany. Po tym próbował się ze mną skontaktować, nie udało mu się to. - Przepraszam.. przyjdziesz na jakiś innym mecz.-powiedział z zrezygnowany.
- Nie..-odpowiedziałam cicho. Chłopak spojrzał na mnie z nadzieją. - nie mogę całe życie uciekać, powiedział to w przypływie impulsu.. chyba. Mam taką nadzieję. Kocham Lecha. Pójdę na ten mecz. Dla Ciebie, no i żeby spotkać innych chłopaków o dawno ich nie widziałam, a to że on tam będzie.. no cóż. - powiedziałam i od razu wstałam z miejsca.
-Potrzebujesz czegoś? - Paweł spytał, gdy był już w drzwiach, miał iść do sklepu bo moja lodówka od paru dni świeciła pustkami. Podeszłam do niego i przytuliłam go bez słowa, chłopak odwzajemnił uścisk i uśmiechnął się ciepło.
-Właśnie tego.- odezwałam się cicho, a Paweł rozluźnił uścisk i złapał mnie za podbródek. W jego objęciach czułam się cudownie.
-Chciałbym żeby ta chwila trwała wiecznie, ale musisz coś zjeść. Zaraz wracam!- pocałował mnie w skroń, a ostatnie słowa rzucił już wybiegając z mieszkania. Tak naprawdę to wszystko tu mi przypominało Łukasza, w końcu to było jego mieszkanie. Jutro rano miałam wracać do Wrocławia. Sezon reprezentacyjny i tak już straciłam, przynajmniej jego znaczną część, ale chciałam być z tą drużyną. Usłyszałam dźwięk mojego dzwonka. Szybkim wzrokiem wyszukałam telefon i złapałam za niego. Kędzi. Nie wiedziałam co robić, odebrać? Chciałam z nim porozmawiać, ale jeszcze nie teraz, było zdecydowanie za wcześnie. Jeszcze byłam zła, wstrząśnięta, że za całe zło tego świata Tomek obwiniał mnie, no może nie za całe zło, ale za to, że on musiał się wszystkim zajmować, bo byłam zbyt wstrząśnięta śmiercią brata. Postanowiłam wysłać sms'a.
Tomek, nie chce teraz z Tobą rozmawiać. Gdy będę gotowa-zadzwonię.
Po minucie odpisał.
Chciałem powiedzieć tylko-przepraszam.
-Jestem!- usłyszałam krzyk Pawła i trzask drzwi. Pośpiesznie wszedł do kuchni i zaczął wyciągać zakupy z toreb.
1 wrzesień 2014 rok
- Więc.. wracasz? Jesteś gotowa? Nie będę na ciebie naciskał, jeśli potrzebujesz jeszcze czasu, dam ci go.- Prezes Kucowski, mówił bardzo poważnie. Chciałam już wrócić, znów grać, cieszyć się życiem.
-Tak, chcę znów zacząć trenować. - opdowiedziałam od razu, bez żadnego wacahania.
- W taikim raze.. Witaj znów Lena! - zaśmiał się i przytulił mnnie. - Od 4-tego zaczynamy trenować, wpadnij, drużyna się nie wiele zmnieniła. Zresztą wiesz, założe się, że śliedzisz naszą stronę.
Do domu weszłam pewnym krokiem z uśmiechenm na ustach. Paweł gotował już obiad. Niby dla mnie, przeprowadził się do Polski, zaczął grać w Śląsku. Nie byłam z nim, przynajmniej tak mi się zdawało. Czasem go przytulałam, ale traktowałam go TYLKO jak przyjaciela. Po całym mieszkaniu unosił się zapach.
-Co tak pachnie?- powiedziałam podchodząc do niego. Przytulił mnie i ucałował w skroń, jak to miał w zwyczaju.
-Coś na szybko chciałem ci zrobić, spaghetti. - uśmiechnął się do mnie szeroko. Przy nim czułam się szczęśliwie. Przytuliłam się do niego mocniej. - Jak tam? Po powiedział Kucowski? - odezwał się po chwili milczenia.
- Powiedział, że może dać mi tyle czasu, ile mi potrzeba. Powiedziałam tylko, że chce już wrócić. On mi oznajmił tylko, że 4-tego zaczynamy treningi.
- No to fajnie. - odparł, kiedy nakładał makaron na talerz. Podał mi danie i razem usiedliśmy przy stole. - Może, wpadniesz do nas na mecz? Jutro gramy.. z Lechem.- ostatnie słowa powiedział nie pewnie. Lech dalej był ważną drużyną dla mnie, bo dobrze wiedziałam ile ona znaczyła dla Łukasza. Lecz gdy widziałam Tomka na meczu, czułam nie chęć do tej drużyny. Zwłaszcza po tym, gdy do niego zadzwoniłam, a on zaczął krzyczeć na mnie bardziej, że mnie nienawidzi. To było straszne, podejrzewam, że w tamtej chwili był pijany. Po tym próbował się ze mną skontaktować, nie udało mu się to. - Przepraszam.. przyjdziesz na jakiś innym mecz.-powiedział z zrezygnowany.
- Nie..-odpowiedziałam cicho. Chłopak spojrzał na mnie z nadzieją. - nie mogę całe życie uciekać, powiedział to w przypływie impulsu.. chyba. Mam taką nadzieję. Kocham Lecha. Pójdę na ten mecz. Dla Ciebie, no i żeby spotkać innych chłopaków o dawno ich nie widziałam, a to że on tam będzie.. no cóż. - powiedziałam i od razu wstałam z miejsca.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz