sobota, 15 listopada 2014
cztery.
Stałam właśnie przy wejściu do budynku klubowego Śląska Wrocław, czekałam na piłkarzy Lecha chciałam im zrobić niespodziankę bo dawno się nie widzieliśmy. Obok mnie, stał kontuzjowany Marco cały czas o czymś mówił, a ja nie miałam dziś głowy do tego, by rozszyfrowywać jego polski. Mieliśmy umowę, że gdy któryś z tych dwóch wesołych barci będzie ze mną rozmawiać to tylko po polsku. Tak też było i tym razem. Tyle, że ja nie za bardzo słuchałam tego co Portugalczyk do mnie mówi, byłam zbyt zdenerwowana przyjazdem piłkarzy z Poznania. Nagle, jakby z pod ziemia przed nami wyrósł Flavio, zaczął mówić coś do Marco, po portugalsku chłopcy od razu wpadli w niepochamowany śmiech a ja im zawtórowałam, nie wiedziałam co do siebie mówili ale ich śmiech był zaraźliwy. W ten Flavio poczochrał idealnie ułożone, za pomocą żelu, grzywkę Marco i chłopcy zaczęli się 'bić'. Wyglądało to komicznie, więc śmiałam się głośno, nie zauważając nawet podjeżdżających właśnie piłkarzy Lecha. Gdy lechici wchodzlili pojedynczo lub grupkami do budynku, uspokoiłam się i od razu wlepiłam w nich wzrok. Pierwszy wchodził Jasmin, gdy tylko mnie zobaczył, od razu podszedł i przytulił mnie mocno bez żadnego słowa, bo one nie były teraz najważniejsze. Najważniejsze było to, że był. Jasiu i ja zawsze się lubiliśmy, mieliśmy dobry kontakt ale nie można było chyba tego nazwać przyjaźnią, przynajmniej ja tak uważałam. W końcu oderwaliśmy się od siebie i zaczęliśmy rozmowę. Jasiek z czułością i troską pytał czy wszystko w porządku, czy czegoś nie potrzebuje i oczywiście, musiało paść standardowe pytanie "Jak się czujesz?". Wiadomo, że dotyczyło jak się trzymam po śmierci Łukasza, a nie mojego obecnego samopoczucia. Odpowiedziałam oczywiście, że dobrze. Co chwila spoglądałam na wejście i widziałam co raz to nowych piłkarzy, nie widziałam jednak Tomka.
-Tomek przyjechał?- zapytałam, Jasiek zrobił zaskoczoną minę, dopiero teraz zauważyłam że przerwałam mu. -Przepraszam. -powiedziałam cicho, ponieważ zrobiło mi się głupio.
-Lenka..-zaczął-..Tomek jest chory, ma gorączkę i został w Poznaniu. Nie musisz się martwić.- oznajmił, przy czym głaskał mnie po ramieniu. Jeszcze raz mocno mnie wyściskał i zostawił samą. No, nie do końca samą, bo zaraz do mnie zaczęli podchodzić kolejni piłkarze, poznałam nawet paru nowych lechitów. Chłopcy musieli już iść do szatni, potem wejść na murawę i przywitać się z boiskiem. Udałam się na trybuny. Usiadłam na moim miejscu i zauważyłam znajomą sylwetke podążającą w moją stronę.
-Silvio! - wystrzeliłam jak z procy, gdy zorientowałam się, że to mój brat. Przywitałam się z nim czule i razem usiedliśmy na miejscach.
-Paweł powiedział mi, że będziesz na meczu więc załatwił mi bilet obok ciebie. Wie, że dawno się nie widzieliśmy.- wytłumaczył. Cały czas nie schodził mi szeroki uśmiech z twarzy, dopiero teraz zauważyłam jak bardzo mi go brakowało.- Lenka, wiem że pewnie wszyscy milion razy zadawali ci to pytanie i zdaje sobie z tego sprawę, że pewnie go nie lubisz, ale muszę.- chyba wiedziałam jakie pytanie chce mi zadać, ale miałam na dzieje, że nie to.- Jak się czujesz? - zaczął, a mi tylko opadły ręce, widząc moje zażenowanie Silvio uśmiechnął się blado.
-Czuję się.. dobrze. Dzięki Pawłowi, chyba jestem weselsza niż ostatnio kiedy się widzieliśmy. Paweł mnie zmienił. - oznajmiłam, a na twarz Rodicia wkradł się uśmiech.
-To bardzo dobrze, ale słyszałem że Tomek sprawił ci przykrość.- powiedział, a ja zaczęłam mu opowiadać wszystko od początku, tak zaczęła się nasza bardzo długa rozmowa. Nawet nie zauważyliśmy a sędzia już rozpoczął mecz.
Mecz zakończył się wynikiem 3:3, mnie bardzo ucieszył. Moja drużyna nie przegrała, a i w domu Paweł nie będzie zawiedziony. Wszołek strzelił dwie bramki, więc pewnie będzie zadowolony. Po meczu zeszłam do holu , kiedy piłkarze wychodzili już z szatni i kierowali się w stronę autobusu, zaczepił mnie trener Skorża.
-Mam nadzieje że się jakoś trzymasz.-wypalił nagle. Uśmiechnął się tylko.-Przykro mi, twój bart był dobrym piłkarzem.-Uścisnął mnie i się pożegnał.
Zobaczyłam jak Jasiu wychodzi z szatni, z resztą nie tylko on, razem z nim Linetty, Wołąkiewicz, Jevtić, Sadajew i Trałka. Zatrzymali się przy mnie i każdy po kolei uściskał mnie na pożegnanie, na koniec jeszcze zdążyłam do ucha szepnąć Jasminowi:
-Pozdrów Tomka i powiedz mu, że życzę szybkiego powrotu do zdrowia.- spojrzał na mnie wyraźnie zaskoczony, ale przytaknął głową, ze przekaże.
Na koniec wróciłam do domu razem z Pawłem, był szczęśliwy. Szliśmy przez rynek do naszego mieszkania, trzymaliśmy się za ręce a co jakiś czas Pawcio całował mnie, jak to już miał w zwyczaju, w skroń.
-Chyba musimy porozmawiać.-oznajmił, gdy wchodziliśmy do mieszkania.
-Mam się bać? Zabrzmiało groźnie.
-To wszystko zależy od ciebie.-uśmiechnął się ciepło.
25 listopad
Kolejny trening, kolejne odbicie, kolejna odebrana piłka, rutyna zżerała mnie od jakiegoś czasu. Dom, hala, mecz na wyjeździe. Wszystko było takie zwyczajne. No, może w domu bywało różnie. Bywałam szczęśliwa, ja i Paweł byliśmy parą, kochałam go. Naprawdę go kochałam.
Odebrałam piłkę po raz kolejny i nagle po poprzedniej stronie siatki wszyscy stanęli w bez ruchu. Majce i Ignaczakowi aż opadły szczęki na dół z wrażenia. Obróciłam się za siebie i sama stanęłam w bez ruchu. Kompletnie nie wiedziałam co to ma znaczyć.
-Czy tylko ja go widze?- powiedziałam nie pewnie i po tym zdałam sobie sprawę jak głupie to było pytanie. Spojrzałam po kolegach z drużyny i każdy z zaskoczoną miną wpatrywał się w niego. Tylko Krzysiek kiwnął głową.
Chłopak zaczął iść w moją stronę, odsunęłam się od niego gdy był już blisko.
-Lena przestań.- odezwał się, usłyszałam ten głos, jego głos.
-Przestań? Co przestań!? Co to ma znaczyć! Ktoś sobie ze mnie jaja robi!? -krzyknęłam mu prosto w twarz. Był wyraźnie zmieszany. Nie wiedział co ma powiedzieć. Złapał mnie za dłoń, którą od razu nerwowo cofnęłam.
-Nie, proszę. Daj mi wytłumaczyć.-wtedy wybuchłam. Zaczęłam płakać. Nie mogłam w to uwierzyć, chłopak chciał mi pomóc. Chciał mnie przytulić, nie pozwoliłam na to. Nawet nie wiedziałam kto to jest! Mój bart Łukasz przecież nie żyje, ten facet to nie mógł być on!-Lena...
Krzysiu widząc co się dzieje objął mnie ramieniem i po prowadził parę kroków dalej od niego. Razem poszliśmy do szatni.
-Kto to jest?-powiedziałam cicho.
- Powinnaś go wysłuchać.- stwierdził przy tym kucając obok mnie.- To jest Łukasz, nie wiem skąd się tu wziął, ale to jest on.-mówił dalej-Nie wiem co o tym myśleć. Przyprowadzę go. - nie czekając na mój sprzeciw wyszedł. Dosłownie sekundę po tym przed moimi oczami pojawił się Łukasz.
-Nie mów nic, proszę. Po prostu mnie wysłuchaj.-poprosił błagalnym głosem. Kiwnęłam głową, ze się zgadzam, chociaż chyba sama w to nie wierzyłam. - Ja żyję i cały czas żyłem. - oznajmił, a ja poczułam jak do moim oczu napływają łzy.- Ta cała śmierć, była tylko w pewnym rodzaju prowokacją, miałem pomóc policji odnaleźć dwóch najgroźniejszych dilerów narkotyków w Polsce. Oni byli kibicami Legi, nienawidzili mnie, miałem udawać że nie żyję, oni mnie szantażowali. Zdecydowałem się im pomóc, zdecydowałem się na tą udawaną śmierć by was chronić. Mogłem się ujawnić dopiero wtedy kiedy ich złapią, jak widać-złapali. Przepraszam, że mnie nie było. Już jestem.-oznajmił, a ja nie czułam radości, bo mój najukochańszy brat żyje, czułam nienawiść, wstręt i obrzydzenie do jego osoby, nie mogłam na niego patrzeć.
-To nie mogłeś powiedzieć!?-krzyknęłam- Nie płakałabym wtedy jak głupia! Cały świat by mi się wtedy nie zawalił! Jesteś pojebany!- krzyczałam na niego a ona z miną smutnego psiaka patrzył na mnie.- Zostawiłeś mnie samą z tym wszystkim! Jesteś okropny! To kogo ja opłakiwałam na pogrzebie! - nie mogłam się z tym pogodzić.
-Nie samą, zostawiłem cię pod opieką Pawła. - był zdenerwowany.- Jeśli tak ci, mnie brakowało to dlaczego teraz się nie cieszysz!?
-Co!?-tego było już za wiele-Paweł o tym wiedział!? Nie..-załamałam się. Ubrałam się szybko. I wyszłam z szatni. Powędrowałam szybkim krokiem do mieszania, weszłam nie mówiąc nic, tylko trzaskając drzwiami. Od razu kierowałam się do pokoju z szafą i wszystko rzucałam do walizek. Niemal natychmiast zobaczyłam Pawła w drzwiach.
- Co się stało?- zapytał, ja milczałam, nie miałam ochoty rozmawiać oszustem.- Powiesz mi! - podniósł głos, a widząc jak wszystkie rzeczy pakuje do dwóch wielkich walizek zdenerwował się bardziej. - Co ty do cholery robisz! Dlaczego się pakujesz.- wybuchł.
-Nie będę mieszkać z oszustem!-krzyknęłam i zamknęłam walizki, wyszłam, nawet nie stawiał oporów. Wydawał się być ideałem, a okazał się być zwykłym oszustem. Szłam przez park, po drodze zastanawiałam się co teraz zrobić. Nie chciałam mieć nic wspólnego z tym życiem, kończe z siatkówką, kończę z Pawłem, z tym życiem. Chwile potem znalazłam się już pod halą, włożyłam walizki do mojego samochodu i poszłam do pokoju prezesa. Powiedziałam tylko, że zrywam umowę i wyszłam.
Usiadłam w samochodzie, gdzie teraz pojadę? Co teraz zrobię? Zadzwoniłam do Tomka.
-Lena?-odebrał, wyraźnie zaskoczony.
-Tak, Tomek, czy jesteś na mnie zły?-zapytałam cicho.
-Nie.-uciął krótko.- To ty powinnaś być zła na mnie. Dlaczego dzwonisz?
-Czy mogę do ciebie przyjechać?- zapytałam od razu.
-Dawaj do Poznania. - powiedział po chwili ciszy.
Więc ruszyłam, po nowe życie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz